Panzerfaust, Kanonenfieber – Kraków (21.11.2024)

Jak można wytłumaczyć nieświadomym fenomenu kapeli, która wzięła się kompletnie znikąd, zaczynając jak typowy one-man-project, a w ciągu trzech lat zaczęła podbijać największe europejskie sceny? Fenomenu regimentu o nazwie Kanonenfieber nie da się wyjaśnić prostymi słowami. Najlepiej nie tyle posłuchać i zobaczyć, co raczej doświadczyć show niemieckiej kapeli na własnej skórze. Taka okazja nadarzyła się za sprawą Knock Out w krakowskim Hype Parku.

Koncertowy kwintet zagrał w Krakowie swój piąty występ przed polską publicznością na przestrzeni ostatnich dwóch lat, tym razem promując swój najnowszy długoraj, Die Urkatastrophe (nasza recenzja tutaj). W trasę, która rozpoczęła się koncertem w Lipsku 16 listopada, Kanonenfieber zabrał ze sobą kanadyjski Panzerfaust, który często wpada na Stary Koncert zaprezentować swoje umiejętności na scenie.

To właśnie ekipa z Panzerfaust grała jako pierwsza, równiutko o 19:00 meldując się na deskach krakowskiego Hype Parku. Tak się składa, że na następny dzień zaplanowana była oficjalna premiera najnowszego albumu grupy, The Suns of Perdition – Chapter IV: To Shadow Zion. Pisząc te słowa, po raz kolejny przesłuchuję ten wyśmienity krążek, którym artyści po raz kolejny potwierdzają swoje wyjątkowe spojrzenie na black metal.

Za każdym razem, gdy słucham jakiegokolwiek krążka Panzerfaust lub dane jest mi słuchać kapeli na żywo, zachodzę w głowę, dlaczego zespół ten nie jest tak rozpoznawalny, jak inne grupy o podobnym doświadczeniu. W przyszłym roku Kanadyjczycy będą świętować swoje dwudziestolecie, a tymczasem wydaje się, jakby trafiali w gust bardzo wąskiej grupy odbiorców. Zupełnie niesłusznie, bowiem połączone wokale Brocka Van Dijka i Goliatha, równy niczym spory odcinek kanadyjsko-amerykańskiej granicy bas Thomasa Gervaisa oraz wyśmienite bębny Alexandra Kartashova to crème de la crème współczesnego blacku.

W Krakowie czwórka z Kanady skupiła się na pięciu numerach, które były przekrojem serii czterech albumów The Suns of Perdition. Z najnowszego placka dane nam było usłyszeć otwierający krążek The Hesychasm Unchained oraz Occam’s Razor, który opublikowany był już wcześniej w sieci jako singiel promujący czwarty rozdział Słońc (recenzja II i III). Moim osobistym numerem jeden od lat pozostaje jednak Promethean Fire, którym Panzerfaust zamykał swój krakowski koncert.

Muzycy wypełnili klub potężną dawką energii, którą dało się odczuć wśród publiczności. Zgromadzeni fani żywiołowo reagowali na zaprezentowany materiał, zatem można wnioskować, że gig przypadł im do gustu. Osobiście nie mam żadnych zastrzeżeń (poza jednym: chciałbym usłyszeć jeszcze ze dwa-trzy kawałki live). Jeśli jeszcze nie znacie Panzerfaust, to zróbcie sobie przysługę i nadróbcie stracony czas. Naprawdę warto!

Setlista:

  1. The Day After 'Trinity’
  2. The Hesychasm Unchained
  3. Occam’s Razor
  4. The Far Bank at the River Styx
  5. Promethean Fire

Po secie Kanadyjczyków przyszła pora na krótką przerwę, którą wypełniały dźwięki starych piosenek wojennych. Atmosfera w klubie – fantastyczna. Nagłośnienie jak do tej pory – bardzo dobre. Cena napojów wyskokowych – za wysoka. Najważniejsza miała być jednak muzyka w wykonaniu niemieckiego projektu Kanonenfieber, który punktualnie o 20:00 porwał publikę w kamasze, przenosząc nas swoją maszyną czasu do okresu Wielkiej Wojny.

Występy Kanonenfieber to coś więcej niż koncert. To teatralne sztuki, w których oprócz muzyki liczy się też przedstawienie, a rekwizyty odgrywają tu ważną rolę. Zmiany strojów, dostosowywanie oświetlenia, a do tego sporo historycznych gadżetów – oto kluczowe składniki każdego występu wokalisty Noise’a i jego ekipy.

Od zeszłorocznej wizyty w krakowskim klubie Gwarek zespół zdążył wydać parę singli oraz drugi pełnoprawny album. Nie było zatem mowy o powtórce z rozrywki, gdyż nowa setlista była połączeniem kawałków z LP Menschenmühle (2 utwory) i Die Urkatastrophe (8 utworów), a także z singli U-Bootsmann (2 numery) i Der Füsilier (1 numer). Energiczne wykonanie wszystkich kompozycji, połączone z teatralnością całego koncertu, przełożyło się na świetne widowisko. Na przykładzie Kanonenfieber doskonale widać, jaki postęp może zrobić zespół w ciągu dwóch-trzech lat. Chwała temu, kto wpadł na pomysł, żeby do jednoosobowego projektu dokooptować muzyków sesyjnych, którzy perfekcyjnie sprawdzają się podczas występów na żywo.

Wiele osób może stwierdzić, że takie twory muzyczne to pozerstwo, które nie ma nic wspólnego z byciem trve. Jasne. No i? Twórczość z pogranicza melodyjnego blacku, death metalu i blackened death metalu w wykonaniu Kanonenfieber sprawdza się zarówno w wersji studyjnej, jak również na żywo. Świetne interakcje muzyków z publicznością oraz frontman z krwi i kości, a wszystko doprawione teatralnym sznytem – oto gwarancja świetnej zabawy.

Setlista:

  1. Grossmachtfantasie
  2. Menschenmühle
  3. Sturmtrupp
  4. Der Füsilier I
  5. Grabenlieder
  6. Der Maulwurf
  7. Panzerhenker
  8. Ubootsperre (Intro)
  9. Kampf und Sturm
  10. Die Havarie
  11. Die Feuertaufe
  12. Lviv zu Lemberg
  13. Waffenbrüder
  14. Verdun
  15. Ausblutungsschlacht

21 listopada 2024 zapisuję sobie w kalendarzu w sekcji tych bardziej udanych koncertów metalowych. Jestem w pełni usatysfakcjonowany. Chapeau bas organizatorom za przygotowanie imprezy, a publiczności za „odpięcie wrotek” i rewelacyjny klimat w pierwszych rzędach. Oby więcej takich imprez w przyszłości!

vlad
Latest posts by vlad (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .