Panzerfaust – “The Suns of Perdition – Chapter II: Render unto Eden” (2020)

Niemiecka wytwórnia Eisenwald może pochwalić się współpracą z wieloma świetnymi grupami, które z lubością oddają się muzyce metalowej, a w szczególności jej czarnej odmianie. W 2019 roku do blackowej reprezentacji labelu dołączył kanadyjski Panzerfaust, prezentując swój materiał pod tytułem The Suns of Perdition – Chapter I: War, Horrid War. Mija rok, a Kanadyjczycy otwierają przed nami karty drugiego rozdziału tej historii, tym razem z podtytułem Render unto Eden. Jak na zespół, poruszający tematykę wojenną, ten kwartet zza oceanu jeńców nie bierze.

Zanim cyfrowo zapisane ścieżki zmienią się w wypływające z głośników riffy i blasty, słuchaczy wita okładka, na której znalazła się realistyczna litografia niemieckiej graficzki Käthe Kollwitz z jej serii Wojny chłopskie, datowana na rok 1899. Warto zapoznać się z twórczością artystki, której pełne mrocznych motywów dzieła ozdobić mogą niejeden black metalowy album.

Wróćmy jednak do zawartości muzycznej piątego albumu studyjnego w dyskografii Panzerfaust. Czterdzieści cztery minuty siejącego grozę materiału podzielono na pięć kompozycji, które korespondują z poprzednim albumem grupy, stanowiąc poniekąd jego kontynuację. Jeżeli mieliście okazję zapoznać się z War, Horrid War, to wiecie, czego można się spodziewać również po tym krążku. Ostry, gardłowy wokal, który jest najważniejszą składową twórczości Panzerfaust, ustępuje tu miejsca potężnej i szybkiej perkusji, która staje się siłą napędową sekcji instrumentalnej. Bębny i talerze uzupełnia rewelacyjnie położony bas. Na szczycie rytmiki swoje skrzydła rozpościerają zaś nieszablonowe riffy i solówki. Po pierwszym odsłuchu Render unto Eden miałem wrażenie, że czas przyspieszył. Spotkanie z blackiem w najlepszej postaci mija szybko, za szybko.

Najnowszy album Kanadyjczyków wyróżnia się jednak na tle swojego poprzednika (i pozostałych płyt w ich twórczości). Bardzo ważną rolę w produkcji materiału odegrało stworzenie odpowiedniego tła dla warstwy instrumentalnej. W ten sposób muzykom udało się stworzyć poruszające połączenie pomiędzy ostrymi i rozpędzonymi fragmentami a delikatniejszymi, uśpionymi nieco motywami. Te lżejsze elementy możemy usłyszeć na przykład w utworze Promethean Fire, gdzie w jego drugiej części pojawia się głos Marii Arkhipovej z rosyjskiej Arkony. Podobnie w powolnym intro do Pascal’s Wager, gdzie ponury klimat budują przeciągnięte dźwięki gitary i wykorzystanie narracji Richarda Dawkinsa (autora Boga urojonego).

W opozycji do wolniejszych fragmentów stoją kolosy w postaci The Faustian Pact i The Snare of the Fowler. W obu przypadkach mamy tu do czynienia z genialnym mariażem sekcji rytmicznej i wiodącej gitary. Jeśli chodzi o popisy za zestawem perkusyjnym, na szczególną uwagę zasługują motywy, stanowiące siłę tej drugiej kompozycji.  Nie jest łatwo wskazać jeden utwór Panzerfaust , który stałby się tym ulubionym. Na pewno nie zostanie nim za to Areopagitica – kawałek ciut krótszy od pozostałych, stanowiący wypełnienie środka. Nie zrozumcie mnie źle, to solidny i dobry numer, choć pozbawiony jakiegoś magicznego składnika, przez co traci na wyjątkowości, gdy się go zestawi z pozostałymi czterema numerami. Niemniej jednak nowy album Panzerfaust to dzieło, które z każdym kolejnym odsłuchem jeszcze bardziej do siebie przekonuje. Dobrą robotę wykonuje perfekcyjny mastering materiału, a dzięki niemu co rusz można odkrywać kompozycje na nowo.

Bez cienia wątpliwości, The Suns of Perdition – Chapter II: Render Unto Eden to cudowny krążek, z którym po prostu trzeba się zapoznać. Grupa Panzerfaust ciągle pozostaje wierna wytyczonej przez siebie ścieżce, choć z płyty na płytę ich kompozycje są coraz lepsze. W wielu motywach przechodzą samych siebie, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że trzeba koniecznie przyglądać się ich dalszym poczynaniom na scenie black metalowej. Do czego i Was zachęcam.

Ocena: 10/10

Panzerfaust na Bandcamp.

Panzerfaust na Facebook.

Vladymir
Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , .