Varmia – „lauks” (2026)

Varmia lauks 2026

Celebrująca w tym roku dziesięciolecie istnienia olsztyńska Varmia uraczyła nas piątym długograjem w swoim black/folk metalowym portfolio. lauks, podobnie jak bal Lada (2021, nasza recenzja tutaj) i nie nas widzę (2023), to album wydany przez amerykański label M-Theory Audio. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że najnowszy album grupy wpisuje się w styl wypracowany na poprzednich dwóch plackach.

Tym razem, zupełnie jak na W ciele nie (2018, nasza recenzja tutaj), płyta rozpoczyna się od mocnego uderzenia i bez atmosferycznego wstępu. Kompozycja czarne drogi Xsiężyca wyznacza kierunek całej płyty – surowy, agresywny i szybki metal osadzony w klasycznych blackowych inspiracjach, do tego delikatnie podsycony progresywnymi elementami i połamanymi tempami. Momentami warstwa muzyczna przechyla szalę w kierunku death metalu, co urzeczywistnia się też w szybkim i mocnym graniu w każdym kolejnym numerze aż po końcowe wałki korona i …po widok za.

Tu właściwie mam główny zarzut do Warmiaków – kolejne utwory są na tyle do siebie podobne, że przy pierwszym odsłuchu wręcz trudne do odróżnienia. Wyjątek stanowi der tot Adalbert, gdzie death metalowych wrzutek jest mniej, gitary nie tną tak ostro, a całość jest nieco bardziej melodyjna. Te niespełna pięć i pół minuty spośród trzydziestu pięciu daje możliwość złapania na chwilę oddechu. Poza tym wzór na kompozycje z lauks pozostaje niezmienny – nie trzeba wprawnego ucha, aby od razu rozpoznać, z którym zespołem ma się do czynienia.

Wypracowana przez dekadę obecności na scenie stylistyka zespołu Varmia jest bardzo charakterystyczna. Na recenzowanym albumie spotyka się ona z odświeżoną sekcją rytmiczną, za którą odpowiedzialni są zatrudnieni od 2024 roku Deiv (gitara basowa) oraz Jakub Wieczerzycki (perkusja). Instrumenty ludowe pozostają od 2021 roku specjalnością Jana Gralli, natomiast sercem i mózgiem kapeli od początku jest jej założyciel, Lasota (wokal, gitara elektryczna).

O ile kompozycyjnie album przypadnie do gustu fanom najnowszych wydawnictw grup Nokturnal Mortum, Drudkh, Mork, Vokkr, a nawet Marduk, tak produkcja zakorzeniona jest mocno w klimacie lat 90. ubiegłego wieku. Nie ma tu miejsca na polerkę, a wokół muzyki nadal roztacza się atmosfera warmińskiej stodoły, która odegrała jakże istotną rolę na debiutanckim albumie Varmii, z mar twych (2017, nasza recenzja tutaj). Dla mnie jako niespełnionego basisty szczególne znaczenie ma większy nacisk na rytmikę krążka lauks – w tym zakresie zauważyć można spory postęp, choć wciąż bas i perka stanowią jedynie tło dla gitar i wokali.

Varmia po raz kolejny udowadnia, że dobrze czuje się w swoim własnym świecie, czego dowodem jest powtarzalność i nieco zbyt duża monotonia kompozycji na lauks. Folkowych elementów nie ma tu zbyt dużo, a gdy już się pojawiają, to nie są tak oczywiste, jak na poprzednich wydawnictwach grupy. Czy to dobrze, czy źle – pozostawiam do oceny Słuchaczom i Czytelnikom.

P.S. Dla zastanawiających się, co oznacza tytuł płyty – termin „lauks” dotyczy najmniejszej jednostki osadniczej Prusów, którzy zamieszkiwali w średniowieczu również tereny dzisiejszej Warmii.

Ocena: 7,5/10

Varmia na Bandcamp.
Varmia na Facebooku.

vlad
Latest posts by vlad (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .