Grudzień jest dość ciekawym miesiącem, na pewno takim, w którym dużo się dzieje. Zaczyna się od przedświątecznego szaleństwa, które jedni kochają, a inni wręcz nienawidzą. Ale to dobrze, bo zjawiska i rzeczy, które wywołują skrajne emocje są najbardziej wartościowe według mnie. W każdym razie dla drugiej grupy osób mam coś, co pozwoli im przetrwać ten czas bez nerwów, co pozwoli odciąć się od otaczającego zgiełku.
Kauan to rosyjskiego pochodzenia grupa (chociaż członkowie w przeważającej części mają ukraińskie pochodzenie), mogąca się pochwalić dość pokaźną dyskografią LP jak na dziesięć lat grania. Najnowszy Sorni Nai to szósty krążek w ich dorobku. Każdy z albumów trochę różni się od siebie stylem, proporcją wplatanych gatunków oraz emocjonalnością. Aczkolwiek z tego, co zdążyłam zauważyć, to recenzowany metariał jest wypadkową dwóch poprzednich płyt: Pirut oraz Kuu… . Co ciekawe, zarówno teksty, jak i nazwa zespołu są w języku fińskim.
Nie wspominam nic o gatunku, bo trudno mi go jednoznacznie określić. To coś pomiędzy post-rockiem, ambientem, a nawet w jakimś stopniu doomem i atmospheric rockiem. Jedno jest pewne, nie można odmówić tej muzyce klimatu.
A słychać go już od pierwszych dźwięków utworu Akava. Niemal ośmiominutowy kawałek z ponad sześciominutowym intrem jest tak piękny i majestatyczny, że zapiera dech w piersiach. To najlepszy moment na tym albumie. Rzadko która instrumentalna kompozycja jest w stanie mnie tak poruszyć. Ma w sobie trochę soundtrackowego charakteru (osobie, z którą słuchałam płytki nasunęło się skojarzenie z muzyką z serialu o Wiedźminie – coś w tym jest). I chociaż początek wita nas chłodno, bo dźwiękami zimowego wiatru, to słuchając tego w głowie tworzyły mi się same krajobrazy związane z sielanką, naturą i ciepłem. Kiedy pod koniec utworu wchodzi wokal czuje się lekką irytację, bo cały wytworzony nastrój gdzieś odchodzi w dal. Szkoda, że całość nie jest po prostu instrumentalna. Z kolei w Kit zespół posłużył się mocarnym doomowym zakończeniem ze złowieszczym screamem. Zresztą na całym albumie potężnie powolne gitary genialnie przeplatają się z post-rockową refleksyjnością. Dzięki bogatemu instrumentarium i syntezie wielu podgatunków Sorni Nai zaskakuje każdą swoją nutą. Elektroniczno-ambientowe wstawki nadają temu nowoczesnego posmaku, co równoważy się z kolei ze skrzypcami, które ocierają się momentami delikatnie o folkowe obszary. A co najważniejsze całość brzmi jak jeden długi utwór dzięki płynnym przejściom między jednym kawałkiem a drugim. Na tym krążku wszystko ma swoje miejsce, a jednocześnie brzmi niezwykle naturalnie – przede wszystkim ŁADNIE.
Więc jeżeli naprawdę nie macie siły, ani ochoty na świąteczną gorączkę zakupów, gotowania i ozdabiania, to sięgajcie po najnowszy album Kauan. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy w muzyce poszukują klimatu, ciekawych kompozycji i emocji podanych w spokojnej formie. Jeszcze niech tylko spadnie śnieg, to będzie można Agalloch przeplatać z dyskografią Kauan przy rocznych podsumowaniach i refleksjach. Mimo zimowego klimatu, to płyta potrafi porządnie ogrzać w te minusowe temperatury.
Ocena: 8/10
- Debiutancki singiel zespołu Inanes - 28 grudnia 2020
- King Apathy – „Wounds” (2019) - 17 października 2020
- My Dying Bride – „The Ghost of Orion” (2020) - 8 marca 2020
Tagi: 2015, atmospheric, blood music, doom metal, folk, Kauan, nowy album, post-rock, recenzja, review, sorni nai.






