Kerberos – „Of Mayhem and Dismay” (2022)

Długo miałem dobrą passę. Do recenzji otrzymywałem same bardzo dobre, dobre i ewentualnie ciut gorsze, ale trzymające znośny poziom, albumy. Złote rozdanie zostało zniszczone dzięki zespołowi ze Szwajcarii, który nosi nazwę Kerberos i we wrześniu 2022 roku postanowił własnym sumptem wydać swój debiut, Of Mayhem and Dismay. W tym przypadku nie dziwię się, iż nie znalazł się nikt chętny na wsparcie projektu.

Kerberos istnieje już dziesięć lat, a debiut wydawniczy poprzedziło tylko demo, The awakening of the Hellhound, którego nie miałem okazji słyszeć i raczej się to nie zmieni. Szwajcarskie trio długo szukało swojej niszy i ostatecznie twierdzi, że się odnalazło jako symfoniczno-operowy death metalowy zespół. Ja powiem tak: szukajcie dalej, bo to, co znajduje się na Of Mayhem… zdecydowanie nie nadaje się do codziennego odsłuchu… ale po kolei.

Często się zdarza, że trafię na album spoza moich standardowych preferencji gatunkowych, ale jest na tyle dobry, że przebija się przez skorupę niechęci i wzbudza sympatię. Czasami nawet jest to średniak, z którego może wiele nie jestem w stanie wyciągnąć, ale też słyszę w nim jakiś potencjał lub najnormalniej mi nie przeszkadza. Rzadko natomiast się zdarza coś, co mnie odpycha i sprawia ból przy odsłuchu, a tak niestety jest z Kerberos, który swój całkiem sprawny, nieco melodyjny i progresywny death metal postanowił ubrać w zaśpiewy wokalistki z zaciągnięciem do opery i partie chóralne. Elementy te, zamiast uatrakcyjniać materiał, niszczą go i depczą wszystko, co dzieje się w podstawowych zarysach kompozycji. Nie mam pojęcia, jak wokalistka Ai-Metzeger dostała się do zespołu, jej umiejętności są bardzo niskie i to, co pewnie miało być zaśpiewane pompatycznie, dla mnie jest kulawym wyciem wwiercającym się w mózg. Czasami powoli, powodując ból przypominający ćmienie zęba, a czasami ze skutecznością uderzenia młotkiem – dramat. Ja się pytam: po co? Przecież od zawsze wokalistki były ozdobą metalu, a faceci robili za tych brzydkich brutali wykręcających w złych minach mordy na klipach. I obojętnie, jakim dobrym wałkiem zarzuci zespół, jak sprawnym blastem uraczy nas pałker – wiesz, że zaraz wskoczy partia, która rozłoży na łopatki nawet najpotężniejszego metalowego bossa.

Chciałbym napisać w końcówce coś pozytywnego, ale jest mi ciężko. Kerberos próbuje swą muzyką znaleźć się gdzieś tam, gdzie był Septic Flesh na Ophidian Wheel bądz zapomniany już zespól Orphanage, ale idzie mu to nieudolnie. Myślę, że trzeba usiąść i odbyć w zespole poważną rozmowę, bo jeżeli opery nie będą lepiej zaśpiewane i skonstruowane, to zespół nigdy nie wyjdzie z próbowni.

Ocena:0/10

Kerberos na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .