Końcówką września miałem przyjemność recenzować demo zespołu Kult Mogił. Pomimo niezłej oceny za ten materiał, już wtedy radziłem zanotować sobie tę nazwę bo było to jedynie kwestią czasu jak tarnowska ekipa narobi szumu swoim debiutanckim albumem. Życie kolejny raz pokazało, że moje przeczucie jest równie zajebiste jak zmysł detektywa Rutkowskiego. W tegoroczne święta, a dokładniej 24 grudnia ukaże się pierwsza płyta tych małopolskich metalowców. Zapewniam was, że w ta Wigilia będzie inna niż zwykle. Dlaczego ?
Powodem jest solidna dawka obłędu i zamętu jaką serwuje to trio na swoim dziewiczym materiale o jakże radosnym tytule „Anxiety Never Descending”. Panowie postanowili kontynuować kierunek obrany na „K+M+B” czyli czarny i pełny mentalnego bólu death metal. Już otwierający płytę numer tytułowy zwiastuje, że dawka chaosu i ładu jest tutaj nie tylko odpowiednio wyważona, ale i solidnie ukryta pod jakże dobrymi kompozycjami. Po tym mocnym wstępie zespół przechodzi do wizytówki swojego stylu, czyli powolnych, rozciągniętych by nie rzec wręcz hipnotycznie transowych zagrywek, które okraszone są masą drobnych szczegółów budujących ten cały obraz. Właśnie te powolne fragmenty są porozdzierane mocnymi uderzeniami niczym, niespodziewane ataki epileptyka lub alkoholika który kolejny raz walczy z samym sobą podczas delirium. Obraz ten jest równie piękny co paskudny. Bo jak inaczej określić ryk wymieszany z wołaniem o pomoc, a nawet agonialnym jękiem Karmiciela Wszy Zdrowych ? Jak nazwać brudne brzmienie gitar, które prezentują wyjące riffy, ocierające się niekiedy nawet o dronowe zagrywki ? W jaki sposób najlepiej opisać perkusję wybijającą zarówno szybkie gonitwy jak i powolne, marszowe takty zwiastujące nadchodzące badanie elektrowstrząsami? W całym tym brudzie, paskudztwie i odrazie dominuje swoisty ład podyktowany klimatem oraz aurą jaką udało się stworzyć muzykom. Nie od dziś przecież wiadomo, że najwięcej życia ma w sobie sama śmierć.
Standardowa recenzja, która opisywałaby to co podoba mi się w poszczególnych utworach jest zbyteczna. „Anxiety Never Descending” to materiał, który należy odsłuchać w całości i pełnym skupieniu. Tylko w ten sposób można wychwycić wszystkie smaczki, które postanowiła nam zaprezentować grupa Kult Mogił. Nie jest to łatwy w odbiorze materiał, ale zapewniam że wszyscy fani takowego chorego grania będą nie tyle zadowoleni co wpiekłowzięci. Nadchodzące święta nie należą do Grincha lecz do trójki uciekinierów z tarnowskiego oddziału zamkniętego. Poziom psychozy na tym albumie jest na tyle wysoki, że nawet antydepresanty wydają się smakować jak pyszne landrynki.
Ocena: 8,5/10
- Już niedługo koncert IMPALED NAZARENE w Krakowie - 25 lutego 2026
- Już niedługo WOLVENNEST wystąpi w Krakowie - 6 października 2025
- METAL KOMMANDO FEST VIII: znamy datę i pierwsze zespoły - 18 lipca 2025
Tagi: 2015, black metal, blackened death metal, death metal, debiut, debut, debut album, Kult Mogił, pagan records, Polish death metal, polish metal, recenzja, review.







