Bumerke to drugi w dziesięcioletniej karierze pełnowymiarowy album norweskiego projektu Likvann. Za całością nagrania stoi niejaki Skabb (basita Djevelkult), a za wydanie tego krążka odpowiedzialny jest nasz rodzimy Werewolf Promotion. Klasyczny norweski black to podstawa mojego muzycznego pożywienia, dlatego decyzja dotycząca recenzji tego krążka była tak naturalna jak wypicie piwa w letnie niedzielne popołudnie.
Bumerke to jak na ten gatunek płyta dość długa, gdyż trwa prawie godzinę i zawiera dziewięć w miarę równej długości kawałków. Już pierwszy numer wskazuje jasno, że do czynienia będziemy mieli z najbardziej klasyczną odmianą surowego black metalu, muzyką pokroju wczesnego Darkthone, Burzum czy Carpathian Forest.
Prosta linia melodyczna, powtarzalne riffy ciągną się przez pierwszy numer prawie w nieskończoność. Klimat piwnicznego nagrywania, prostego instrumentarium i prostych konstrukcji muzycznych czuć tu niemal namacalnie. Flagget Jeg elsker, vaier i Vinden to muzyka jeszcze prostsza, z melodią zaciągniętą z nordyckiej kultury i początkiem przywodzącym na myśl przyśpiewkę rybaków, pracujących na kutrach gdzieś daleko na morzu Norweskim. Takie Storm Nordavind tylko na surowo. Utwór kolejny to znów esencja prostoty i surowizny, jest połączony z tytułowym Bumerke, co nie zmienia faktu, że z głośników w dalszym ciągu sączy się ten sam jad, którym zainfekowałem się już dobre trzy dekady temu. A Great Awakening rozpoczyna się ultrakrótką retrospekcją rodem z Kroniki Ludowej, tylko po to, by po paru sekundach wskoczyć w te same rytmy. Miarowa, szybka perkusja, przesterowana i równie miarowa gitara, oraz lekko słyszalny bas są ledwie tłem dla wyraźnego, brudnego i klasycznego growlu – takiego śpiewanego z serca, bez żadnych wspomagaczy i komputerowych zabiegów. W latach dziewięćdziesiątych przecież ich nie było! AG-3 to jeden z najszybszych i najbrutalniejszych numer na płycie. I także podoba mi się w najmniejszym stopniu. Nostomani przypomina znów konstrukcją i budową linii melodycznej utwór numer pięć. Tapper to znów prostota i surowizna, że aż masakra. Chyba nigdy nie byłem zwolennikiem aż takiej prostoty. Album zamyka utwór Hjem, aett og rike, który znów na myśl przywodzi Nordavind, tylko z ultra surowym wokalem, za to linia melodyczna kojarzy mi się z ludowymi nordyckimi korzeniami. Podobnie jak pozostałe kawałki i ten numer utrzymany jest w stałym tempie i klimacie, z powtarzalną linią melodyczną zbudowaną na kilku prostych riffach i zapętlonej sekcji rytmicznej. I tylko ten wokal nie pozwala zapomnieć, że nie mamy do czynienia z jakąś powtórką z koncertu w Bergen z roku 1994.
Nie spodziewałem się, że w roku 2021 ktoś postanowi nagrać płytę dokładnie w tym klimacie, w którym cuchnęła norweska scena muzyczna za czasów, kiedy palono kościoły i odprawiano najprawdziwsze czarne msze. Tym bardziej nie przypuszczałbym, że odgrzany tak stary kotlet porwie mnie jeszcze do tańca. W końcu unikalnego klimatu z czasów, gdy centrum blackowego wszechświata stanowił niepozorny sklepik Helvete nie da się tak po prostu odtworzyć. I to odtworzyć z niejakim sukcesem. Co prawda jeśli ja miałbym do wyboru posłuchać De Mysteriis Dom Sathanas lub Transilvanian Hunger – wybór byłby prosty. Ale gdyby odciąć moje muzyczne korzenie, to kto wie… Tak, Bumerke to naprawdę solidny album. Polecam.
Likvann na Facebooku
Likvann w Encyklopedii Metalu
Ocena: 8/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, Bumerke, Darkthrone, Likvann, Mayhem, norweski black metal, raw black metal, recenzja, Skabb, Werewolf Promotion.






