Pierwszy kontakt z nagranym przez Made In Poland albumem Kult przydarzył mi się wieczorową porą, w ponury listopadowy dzień, w dniu, gdy mój nastrój daleki był od optymizmu. Nic zatem dziwnego, że muzyka tej zasłużonej dla rodzimej sceny cold wave kapeli wybrzmiała z całą mocą chłodnych akordów i prostych, niezbyt wesołych tekstów, które nie głaszczą słuchacza, ale skandowanymi komunikatami zwracają uwagą na zgoła nieciekawą sytuację jednostki w obliczu jej zmagań z masą. Czuć tu dziedzictwo Joy Division, wczesnego Killing Joke, ale też i rodzimego Klausa Mitffocha, przełożone na własny, autorski przekaz. Na płycie Kult znalazło się siedem premierowych kawałków, a także ich anglojęzyczne wersje – wyjątek stanowi Papier z pieczątką, który został odśpiewany po niemiecku (Papier mit einem stempel). Biorąc pod uwagę fakt, że każda z dwóch odsłon to niespełna pół godziny muzyki, mogłaby ta dawka wydawać się niewystarczająca. Zapewniam jednak, że nikt nie będzie czuł niedosytu, a wszystko dzięki emocjonalnej intensywności Kultu.
W tym roku chwaliłem już album innej nowofalowej legendy, Gardenii. I tym razem będę chwalił, bo Made In Poland powraca z równą mocą. Kto pamięta ich jeszcze z lat 80., ten z pewnością się nie zawiedzie. Myślę też, że kapela ma szansę przekonać do siebie całkiem nowe grono słuchaczy. Przede wszystkich zaś tych, którzy nie szukają w muzyce pocieszenia i kolorowych, najczęściej fałszywych obrazów rzeczywistości, ale są w stanie skonfrontować się z mniej optymistyczną wizją naszych czasów. Autentyzm jest zawsze w cenie, a Made In Poland nie kalkuluje, tylko gra swoje.
Choć muzycznie nie dzieję się tu niby nic wykraczającego poza pewne kanoniczne ramy stylu, to jednak kapela potrafi skorzystać ze znanych środków w sposób mistrzowski. Bez względu na to, czy zespół przywołuje tu klasycznego ducha cold wave (Ku świetlanej, Pompatycznie), czy pokazuje post punkowy pazur (Oto Wasz Program), albo prezentuje pozornie kuszące i spokojne, ale podszyte dźwiękowym niepokojem muzyczne pejzaże (Zabić świat, Ziemia bez śpiewu), to zaciekawia i zmusza, najczęściej do gorzkiej refleksji. Pulsujący bas, trzymający hipnotyzujący rytm perkusja, metaliczna, chłodna gitara, odrobina elektroniki, często o industrialnym posmaku, zaangażowany, podany z wyzbytą popisów manierą wokal Rafała Jurewicza, a także dobrze wkomponowane w całość dźwięki melodyki (niepozorny instrument klawiszowy z ustnikiem) tworzą bardzo interesującą całość, w której każdy z elementów wydaje się świetnie dobrany.
Nie jest to propozycja dla tych, którzy szukają w muzyce ciepła i przyjemnych, kołyszących dźwięków. Ale paradoksalnie, zanurzenie się w zimnofalowym sosie może przynieść ukojenie. Made In Poland udowadnia, że klasyczna dla lat 80. formuła wciąż jest aktualna i pociągająca.
ocena: 8,5/10
Antena Krzyku na Facebooku
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Benzyna – „Pajac kultury” (2026) - 20 kwietnia 2026
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
Tagi: Antena Krzyku, cold wave, Kult, legendy rocka, Made in Poland, nowa fala, nowa płyta, post-punk, premiera, punk rock, recenzja, rock, rock nowofalowy, zimna fala.







