Morgue – „Doors of No Return” (2016)

Zespołów grających mieszankę brutalnego death metalu i grindcore’a o nazwie Morgue są prawdopodobnie setki (choć Metallum pokazało ich jedynie 15, to zakładam że takowych jest więcej). Dziś natomiast skupimy się na jednym z nich, francuskim kwartecie działającym od 1997, który w tym roku wypuścił swój trzeci album pt. Doors of No Return.

Prawdę powiedziawszy od samego początku mam problem z dokładnym określeniem plusów i minusów tego krążka. Po pierwsze muzyka – jest rzetelna i dobra. Metalowcy z Alès idealnie wpisują się w podobne klimaty hałasowania jak crustowcy z Wake czy opisywany już przeze mnie Pyrrhon (recenzja). Przez nieco ponad pół godziny znajdujemy się oko w oko, z powyginaną od grindu oraz zakorzenioną w duchu death metalu, maszkarą która nie zamierza łatwo spuścić z nas wzroku. Dekoncentrację tego wzajemnego spojrzenia może uprzykrzyć nieco jednostajna fala dźwięku pod postacią perkusyjnych strzałów. Z jednej strony mogą wydawać się męczące i na dłuższą metę powodować wrażenie zapętlenia. Z drugiej strony, miłośnicy destrukcyjnego tła powinni być jak najbardziej zadowoleni. Chyba właśnie na tym polega grind, by nie móc złapać chwili oddechu tylko ostro przeć przed siebie. Wspomnę jeszcze tylko, że porównując ich obecną wyobraźnię i umiejętności w tworzeniu muzyki do dwóch poprzednich albumów, Morgue zaliczył naprawdę duży krok w przód. Z średniej jakości brutal deathu przeobrazili się w ekstremalnego kolosa, fiksującego się na wydobywaniu z siebie jak najbardziej dziwacznych dźwięków (teraz wszytko co chaotyczne i mocne to noise, więc może być i noise’owych).

Nie oznacza, że jest nudno bądź cały materiał polega na laniu po pysku. Francuzi umiejętnie wplatają klimatyczne momenty, jazgotliwe sola czy bujające zwolnienia, które świetnie wpasowują się do tego obskurnego chaosu i podkreślają jego dobrze zakamuflowaną różnorodność. To właśnie chyba główny powód dla którego warto wygospodarować te 31 minut na przesłuchanie Doors of No Return. Jeżeli poświęcicie mu trochę więcej uwagi i skupicie się nie tylko na wszechobecnym chaosie, to dotrzecie do właściwego punktu tej płyty. Przecież to nie pierwsze razy kiedy największy diabeł tkwi w tych małych szczegółach.

Ocena: 7/10

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .