Mörkhimmel – “Ostří černé kosy zní” (2014)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Wyobraźcie sobie połączenie ryku przypominającego umiejętności Martina van Drunena (Asphyx) w towarzystwie galopujących rytmów przywodzących na myśl hardcore punkowe i thrashowe zagrywki, a całość jest dodatkowo urozmaicona niezłymi i melodyjnymi solówkami. Mało ? Dodajcie do tego nieco obskurnego i cmentarnego brzmienia szwedzkiej szkoły death metalu oraz ciężar znany z klasycznych produkcji weteranów tego gatunku. Nadal mało ? Podlejcie to wszystko nieco czarnym i wisielczym klimatem, a jako wiśnie na przysłowiowym torcie umieśćcie czeskie liryki. Zwariowane, ale prawdziwe – właśnie w ten sposób chyba najłatwiej scharakteryzować styl jaki zaprezentował Mörkhimmel na swoim ostatnim krążku.

“Ostří černé kosy zní” to tak naprawdę nic odkrywczego, ale już od pierwszych dźwięków możemy założyć iż nasi południowi sąsiedzi mają inne założenia. Czwórka praskich metalowców oddaje na swojej płytce hołd wielu punkowym, thrashowym i death metalowym tuzom, ale co najważniejsze robi to w swoim stylu. Ciężko mi tutaj mówić o muzyce crust gdyż moja wiedza ogranicza się jedynie do klasycznych pozycji Amebix czy Doom, ale skoro sami wykonawcy tak o sobie mówią to czemu by im nie przyznać racji ? Trzeci album pepików to swoisty mariaż szybkich ciosów jak i powolnych tortur, których ciężar i poziom wkurwu można porównać do wielkiej lokomotywy sunącej po rozciągniętych na torowisku ciałach. Produkcja w porównaniu do poprzedniego wydawnictwa również zasługuje na pochwałę. Całość brzmi o wiele mocarniej i żywiej (w tym bardziej śmiercionośnym ujęciu) co również dodaje uroku. Jednak dla mnie główne pochwały należą się Slavkovi – chłop dosłownie zionie obrzydzeniem i złem z każdym kolejnym utworem. Odwołania do legendy holenderskiego Asphyx nie są przesadzone. Myślę, że gdyby Drunen był jurorem w The Voice of Czech z pewnością wybrałby do swojej drużyny frontmana Mörkhimmel.

Trzecia płyta czeskiej załogi nie zawodzi, ale też nie odkrywa niczego nowego. Moim zdaniem to solidny materiał, który stanowi idealny podkład na niezbyt udany dzień. Wkurwił Cię szef ? Zupa była za słona? Może sąsiadka znowu puszcza na cały głos audycje z Radio Mapysk ? Kolejna wizyta fanatyków strażnicy ? Listonosz nie zadzwonił dwa razy ? “Ostří černé kosy zní” z pewnością pozwoli rozładować całe napięcie i zapomnieć o wszystkich denerwujących zdarzeniach jakie miały miejsce w ostatnim czasie. Wiecie co jest najlepsze? Zapewniam, że na jednym przesłuchaniu nie poprzestaniecie tylko zechcecie trwać w tym sfrustrowanym klimacie jaki serwują nam czescy metalowcy. Album jest ostry niczym dziób ptaszka z okładki.

Ocena: 7/10

Maciej

Tagi: , , , , , , , , , , .