Mötley Crüe – „Dr. Feelgood” Limited Edition 35th Anniversary Deluxe Box Set

Wpadł w moje ręce kolejny epicki box set wyprodukowany przez wytwórnię BMG. Tym razem label postawił na zespół Mötley Crüe i ich klasyczny album Dr. Feelgood, który w tym roku obchodzi 35-lecie wydania (!). Wydawnictwo trafiło na sklepowe półki 22 listopada bieżącego roku, by „zmartwić” fanów nowym wydatkiem. Doktor wydany został w bogatych wersjach na płytach winylowych i kompaktowych. Nie zapomniano również o fanach streamingu. Na potrzeby recenzji otrzymałem box winylowy i na nim skupię swe wrażenia.
Glam metalowcy z Mötley Crüe nigdy nie należeli do lubianych przeze mnie zespołów. Pamiętam dokładnie rozterki podczas oglądania Headbangers Ball na początku lat 90., gdy puszczano ich klipy. Chciałem mocy, chciałem twardzieli, a tapirowane, wymalowane chłopaki wzbudzali wręcz zażenowanie i zawód – w ich miejsce przecież mógł zostać puszczony Deicide czy debiutujący Machine Head. Byłem dzieciakiem, zaczynałem dopiero „metalizować” i wszystko wydawało się czarno-białe. Minęło od tego czasu 30 lat i teraz widzę świat w odcieniach szarości, a muzyki słucham znacznie więcej, nie myśląc nad tym jaki to gatunek, ma być dobre i na tym się kończy. Ze starzeniem się Peselu przyszła również miłość do klasyki, a co za tym idzie Mötley Crüe przestał przeszkadzać i zaczął się podobać. Dzięki temu paczka z BMG spotkała się z radością i oczywiście zaciekawieniem.
Limited Edition 35th Anniversary Deluxe Box Set, typowo dla BMG, wykonany jest wzorowo. Bogate w gadżety wydawnictwo spakowano w solidne, bardzo atrakcyjne wizualnie, kartonowe pudełko. Odświeżona okładka jest grawerowana, a barwy soczyste. Nie odpuszczono nawet we wnętrzu i we wieku można znaleźć grafiki zabrudzonych narzędzi chirurgicznych.
W skład wydawnictwa wchodzą aż trzy płyty, wytłoczone w czarno-zielonym wosku świetnie korespondującym z barwami całości. Każdy z winyli utrzymany jest w nieco innej konwencji wizualnej, co cieszy i podbija wyjątkowość. Na krążku numer jeden znajdujemy odnowiony brzmieniowo oryginalny album, na płycie drugiej pięć utworów w wersji demo, a na trzeciej również pięć w wersji koncertowej. Bonusowymi dodatkami urozmaicającymi całość jest bardzo fajna, bogata w zdjęcia 24-stronicowa książka pokazująca muzyków w świetnych ujęciach i zawierająca teksty utworów. Dla fanów oklejania pokojów plakatami dodano jeden z okładką płyty, dla kataniarzy jest naszywka, dla grajków kostka gitarowa, a dla zbieraczy suwenirów replika wejścia na backstage, zdjęcie, plan trasy i ulotka reklamująca koncert. Wszystko to robi wrażenie już nawet przed odsłuchem muzyki (link do mojego unboxingu).
Od strony muzycznej jest równie mocno. Odnowiony album brzmi bardzo soczyście, Mötley Crüe w tamtym czasie był maszynką do robienia kasy, więc na nim nie oszczędzano, dzięki czemu produkcja płyty została wykonana na najwyższym poziomie przez samego Boba Rocka (np. Metallica, Aerosmith, Bon Jovi). Na takim produkcie w dzisiejszych czasach można wiele zdziałać i przełożyło się to faktycznie na brzmienie Dr. Feelgood 2024. Album brzmi mocniej, klarowniej, ale utrzymuje swój charakter, posiada nadal feeling lat 80., dzięki któremu słucha się tego z bananem na gębie.
Sam album był już delikatnym odejściem od malowanych oczu i tapirów, panowie postawili na rock n’ rollowy image, a muzyka, choć nadal dosyć słodziutka i melodyjna, stała się jakby bardziej hardrockowa. Miała wprowadzić gigantów glamu w zmieniające się realia muzyczne.
Drugim krążkiem jest Epka zawierająca kilka utworów w wersji demo. Byłem do niego nastawiony z dystansem, często się zdarza, że takie bonusy to totalne zapychacze, ale jak się okazało, bardzo się myliłem. Mötley Crüe w wersji demo brzmi zdecydowanie surowiej i ciężej, mam nawet wrażenie, że prawdziwiej i bliżej tego, czym chcieli, by band się stał. Stety lub niestety zespół musiał nakarmić po drodze wielu pracujących przy ich sukcesie, co owocowało łagodzeniem muzyki. Nie zmienia to faktu, że uważam te demówki za pozycję obowiązkową dla fanów zespołu, ale też byłoby miło, gdyby usłyszeli je antyfani i zobaczyli, czym kapela mogła się stać, jeżeli nie odniosłaby aż tak dużego sukcesu.
Ostatni krążek zawiera utwory z trasy koncertowej z lat 1989-90 na jednej stronie i 1999 na drugiej (chyba, że to błąd w druku, nie jestem pewien). Kawałki na stronie pierwszej brzmią tak, jak bym sobie wyobrażał koncerty rockowe w latach 80. Czuć rozmach, dobrą kondycję zespołu i silne reakcje publiczności. Do utworów z drugiej strony co prawda nie mogę się przyczepić (choć wokal Vince’a jest już tu daleki od doskonałości), ale jeżeli faktycznie zostały zarejestrowane w ‘99 roku, to zastanawiam się, jaki jest sens wrzucania ich do albumu mającego być świętem 35-lecia albumu i okresu w jakim był promowany.
Podsumowując, wydawnictwo może i nie jest tanie, ale za to bogate i z gatunku premium. Zawartość muzyczna i wizualna idą w parze, wytwórnia nie oszczędzała na niczym, dzięki czemu każda zapłacona złotówka wydaje się uzasadniona. Boxy to często historia na jaką trzeba jednak się przygotować finansowo, ale jeżeli ktoś by miał ochotę się nieco rozpieścić to Dr. Feelgood Limited Edition 35th Anniversary Deluxe Box Set może się stać idealnym do tego kandydatem.

Mötley Crüe na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .