Muzyka metalowa od zawsze była dla mnie wyrazem sprzeciwu wobec zastanego porządku świata. Death metal, black metal, gridncore – te podgatunki charakteryzowało u swoich podstaw to samo buntownicze założenie co w punku i hardcore. Sprzeciw wobec zorganizowanej religii, konsumpcyjnemu stylowi życia, bezrefleksyjności, polityce, wojnie, jest od lat, często w bardzo przewrotny sposób, domeną najbardziej radykalnych metalowych zespołów. Bo nie ma nic lepszego i bardziej oczyszczającego dla świata jak postawić przed nim lustro i kazać gapić w nie tak długo w to co sam sobie czyni. Nails to przykład zespołu, który zostawia słuchacza pobitego do nieprzytomności. Panowie się w tańcu nie pierdolą i w 21 minut kładą trupem każde stworzenie, które znajdzie się w zasięgu ich śmiercionośnego soundu. Dość trudno jednoznaczne określić mi stylistykę w jakiej zespół się porusza, nie jest to bowiem ani death metal, ani czysty grind, ani hardcore, raczej taki misz-masz z doomowymi naleciałościami. Brudne brzmienie, zgrzytliwe gitary, zasuwająca bez opamiętania perkusja. Kojarzy mi się to z wczesnymi dokonaniami Converge, ale pozbawionymi tego progresywnego pierwiastka.
Szarlatany z Nails są więc zespołem paradoksem, nie przecierają bowiem żadnych nowych muzycznych szlaków, ale styl mają oryginalny i na tyle złowieszczy, że nawet się nie chcę zastanawiać jakie rzeczy w ich głowach się dzieją. O ile Abandon All Life bliższe było w swoim nihilizmie do postawy przyświecającej black metalowi, o tyle myśl przewodnia You Wiil Never Be One of Us na moje oko i ucho koresponduje ze sceną HC. Poza petardami oscylującymi między niecałą minutą a dwoma na krążku znajdują się dwa mocno wyróżniające się numery Violence Is Forever (jakże optymistyczny tytuł) kłaniający się harcoreowej łupance z całkiem wyraźną solówką i sączący się niczym jad przez uszy do serca They Come Crawling Back, będący najdłuższym (ponad 8 minut) numerem w całym dorobku grupy. Wolniej wcale nie znaczy mniej bezlitośnie, batożenie słuchacza dźwiękiem trwa od pierwszej do ostatniej sekundy tego bardzo, baaaaardzo wkurwionego krążka. Krążka pokazującego, że grupa gra we własnej lidze i swoją agresywnością przebija nawet starych załogantów, którzy na napierdalańsku zjedli zęby.
Nie ma mowy o zniżce formy, przeprowadzka z Southern Lord do Nuclear Blast nie stępiła pazurów Todda Jonesa i spółki. Jeśli wkurwia Was otoczenie, sąsiedzi, dzieci, psy szczekające na ulicy, polskie seriale, prasa bulwarowa lub przygody celebrytów to odpalcie ten ochłap wulgarnej wścieklizny i cieszcie się hałasem przez 21 pierdolonych minut.
Ocena: 8,5/10
Autorem jest Dominik „Stanley” Stankiewicz.
- Nowy skład zespołu LIPALI - 26 lutego 2026
- SEPULTURA wypuściła nowy singiel The Place - 26 lutego 2026
- Polski EDEN DENIED (prog rock/metal) pod koniec 2025 roku wydał debiutancki album „Afternoon for a Soul” - 25 lutego 2026
Tagi: 2016, crust, Dominik "Stanley" Stankiewicz, grindcore, hardcore, Nails, Nuclear Blast, powerviolence, recenzja, review, Stanley, You Will Never Be One Of Us.






