Site icon KVLT

Necrosys – „Nekrowersum” (2024)

necrosys Necrowersum 2024

Ostatnią z interesujących mnie, jesiennych premier z wytwórni Mara Production, jest debiut Necrosys. Wrocławska załoga istnieje już od 2015, ale dopiero teraz uderzyła z pełnym, debiutanckim albumem pod tytułem Nekrowersum. Do tej pory wzięli jedynie udział w splicie Underground Covenant – Anal Terror II u boku Hegony, Antiflesh i Disorder, oraz wypuścili demo Delektuj się diabłem w roku 2020.

Szczerze mówiąc, nie miałem okazji poznać wcześniej hordy zwanej Necrosys, co dało im przewagę i okazję by uderzyć we mnie silnym, dopracowanym produktem, jakim jest Nekrowersum (swoją drogą brawa za tytuł płyty). Album trwa nieco ponad trzydzieści minut i przy uprawianej przez band sztuce jest to czas jak najbardziej odpowiedni, by zostawić po sobie niedosyt zachęcający do kolejnych odsłuchów. Muzyka jest odpowiednio urozmaicona, dobrze wykonana. Zmiany tempa częste, a obok siarczystych, death metalowych partii możemy usłyszeć elementy nasiąkniętego jadem black metalu i atmosfery. Wszystko to ubrane w mocne brzmienie, które dobrze balansuje pomiędzy czytelnością a wulgarną mocą (niestety w booklecie nie znalazłem informacji, gdzie album wyprodukowano). Na pewno to, co zwraca na siebie uwagę w pierwszym kontakcie, to polskie teksty, które wykrzyczane są w sposób, w którym dominuje black metalowy charkot. Ma to swoje zalety, dodaje mroku i tak zwanego „diabła”, ale może też na początku słuchacza zmylić – sam, słuchając na wyrywki, odebrałem załogę jako black metalową. Dopiero pełny odsłuch nakierował mnie na właściwe tory, bo co by tu nie dywagować, to jednak dominuje tu metal śmierci, skierowany raczej w stronę starej szkoły niż nowomody, co mi akurat pasuje bardzo, a co jednak wyłowiłem po głębszym poznaniu. Płyta zaczyna się od tracków jakby bardziej nasączonych czarnym metalem, by z upływem czasu wpuszczać więcej deathu.

Poza bardzo fajnym groove i nośnym charakterem utworów na moje uznanie zasłużyły sobie gitarowe partie solowe. Gitarzyści robią w tej materii naprawdę morderczą pracę, tworząc zapamiętywalne solówki, nasączone esencjonalnym stylem mistrzów death metalu lat 90., gdzie wspomnę tylko Treya Azagthotha czy Schuldinera. Nie ma tu zbyt wiele takich popisów, ale wbite są z sensem i odpowiednim klimatem.

W ramach słowa podsumowującego chciałbym życzyć zespołowi lepszej częstotliwości wydawniczej i uporu w tworzeniu. Nekrowersum jest bardzo dobrym „początkiem” i jeżeli poziom w przyszłości zostałby utrzymany, to będziemy mieli naprawdę solidny hord gatunku blackened death metal. Co prawda, mam małe obawy, że flirt z black metalem może zakończyć się jego dominacją, no ale na to wpływu już nie mam, muzycy będą wiedzieć sami, co chcą sobą reprezentować. Na dziś jest mocno i liczę na zauważalny rozwój w niedalekiej przyszłości.

Ocena: 7/10

Necrosys na Facebook’u.

Exit mobile version