Nightfall – „Children Of Eve” (2025)

Powiedzmy sobie szczerze: Nightfall swoje lata świetności ma już dawno za sobą, ale czy tak naprawę kiedykolwiek takie miał? Owszem pierwsze trzy płyty – Parade Into Centuries, Macabre Sunset i Athenian Echoes wywarły na mnie pozytywne wrażenia, a była to wówczas, może nie ścisła, ale jednak czołówka sceny black/death metalowej Grecji. Ale to było ponad 30 lat temu. Później to tylko porażki. Kolejna większa od poprzedniej i tak to się ciągnie. Wytrwałość Efthimisa Karadimasa graniczy niemalże z cudem. Mimo niepowodzeń prze do przodu. A jak mówią, cierpliwość popłaca, bo może właśnie nadszedł ten wyczekiwany przez lidera Nightfall okres świetności.

Przyznam się, że do Children Of Eve zabierałem się jak pies do jeża, bo z jednej strony targała mną ciekawość, jak brzmi Nightfall anno domini 2025, a z drugiej ich wieloletnia mniej niż przeciętność nie wróżyła nic dobrego.

Tym bardziej zaskoczony jestem, że tej płyty nawet da się słuchać i to momentami z nieukrywaną przyjemnością. I wcale nie przeszkadza mi fakt, że na odległość śmierdzi tym, co robią ich krajanie z Septicflesh. Nic dziwnego, skoro w składzie jest Fotis Bernardo odpowiedzialny za bębny na chociażby Communion czy The Great Mass. Jestem niemalże pewien, że ten efekt jest zamierzony i szczerze, wcale im tego nie mam za złe, bo takie utwory jak singlowy I Hate, For The Expelled Ones czy zamykający album Christian Svengali prezentują się naprawdę zacnie.

To pierwsza płyta Greków, której słucham, nie bójmy się tego słowa, z przyjemnością i łapię się na tym, że podczas golenia nucę sobie refren I Hate (I Am The Son Of Light). I wszystko byłoby naprawdę w porządku, gdyby nie złudne aspiracje Efthimisa na przebojowość Children Of Eve. Dlaczego o tym piszę? Bo niestety w każdym utworze jest pewien schemat: wstęp, zwrotka, refren, zwrotka, refren, solo, refren, zakończenie, co sprawia wrażenie, że jego przełamanie wiązać się będzie z wypadnięciem z rytmu.

Na całej płycie nie brakuje przepychu i pompatyczności znanych z twórczości Septicflesh, wydają się one przerysowane i nieco na siłę wplatane w klimat płyty, co niestety często psuje cały efekt. Nawet sam wokal Efthimisa, jego brzmienie i maniera wpisują się w narrację znaną z Septicflesh. Ale akurat to nie jest zarzut, a raczej atut płyty. Zarzutem jednak, w moim przekonaniu, jest powtarzalność, schematyczność i po prostu pójście na łatwiznę.

Ocena 5/10

Nightfall  na Facebook

 

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .