Na początek chciałbym bardzo przeprosić wydawcę za czas powstawania tej recenzji. Płyta zawieruszyła mi się gdzieś i ze stosu promek niewiadomym sposobem trafiła do tych zrobionych. Wiem, że prawdopodobnie zostanę niezrozumiany ze względu na barierę językową, niemniej składam szczere mea culpa i postanawiam poprawę. A teraz będzie o death metalu.
Dum Spiro Spero jest drugim pełniakiem szwajcarskiego kwintetu Nihilo, i jednocześnie najświeższym ich wydawnictwem. Oryginalnie wydane przez Subversiv Records, po krótkim czasie zostało wznowione na winylu przez niemieckie WOOAAARGH. Tym właśnie plackiem mnie uraczono. Dziesięć utworów i pięćdziesiąt kilka minut dla deszczmetalowych smakoszy.
Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest okładka. Ja tam się na sztuce nie znam, prosty grindhead jestem, niemniej wydaje mi się, że przedstawiony na niej obraz przez poetę zostałby określony jako „dobry”. Bardzo klimatyczny obraz, nie żadna tam grafika, plus minimalistyczny, czarno-biały layout wewnątrz sprawia bardzo miłe wrażenie. Kolorowy winyl (chyba złoty, a wygląda trochę jak ścinka pnia jakiegoś dębu, cisu czy innej brzozy smoleńskiej) jest jeszcze lepszy. Jako, że wcześniej o Nihilo nie słyszałem, zasugerowałem się artworkiem i liczyłem na coś… ja wiem, epickiego lub czegoś z tej półki. Zegarkoroby wystrychnęły mnie jednak na dup… dudka, epickości nie uświadczysz (poza utworem tytułowym, ale to za chwilę). Uświadczysz za to granie staroszkolne będące gratką dla każdego fana Deicide i pochodnych klimatów. Zaczyna się klimatycznym intrem w stylistyce postapo. Jest szum, jest miarowy bęben, jest głębokie bicie dzwonu, a po tym następuje śmiertelna gonitwa. Nie spodziewajcie się rozbudowanej melodyki, nie ta bajka. Nihilo gra oldschoolowo w każdym obszarze. Dużo tremolo, ale bez przesady, blasty też bez przesady, wszystkie elementy zostały podane w proporcjach całkiem niezłych i różnorodnych. Co niestety nie do końca przekłada się na zróżnicowanie kompozycji. Odnoszę wrażenie, że kawałki te są aż zbyt podobne. Przyznam, że ta odmiana ekstremaliów nie jest moją ulubioną i kto inny mógłby uznać te kawałki za lepsze. Dla mnie jednak są dość średnie i podobne. Z wyjątkami oczywiście, bo zdarzają się dużo lepsze fragmenty. Na przykład ładna, płynnie przechodząca przez style solówka na Infected, ciekawa na tle płyty druga część Death Swamp, czy po prostu wystające na plus Last Man Standing i Lethargy. To kilka pozycji przełamującą dość monotonny krążek.
Najlepsze zaczyna się pod koniec. Już The Shield of Justice ma bardzo dobre, epickie zakończenie. Gwoździem programu jest jednak najdłuższy Dum Spiro Spero. Utwór ten okazuje się dwudziestominutowym molochem, pozycją ciężką, mocną i diablo wolną. Wolną, bo tutaj Nihilo pokazuje wcielenie doomowe. Doomu nie lubię jeszcze bardziej niż staroszkolności deathu, ale nawet taki pawian-degenerat jak ja przyzna, że to jest dobre. Diablo dobre, tym bardziej, że tak różne od reszty, a mimo to pasuje. To utwór melodyczny, wzniosły, mocarny, epicki, stonowany, wyciągający najlepsze cechy zespołu i łączący je w jedno. Jest jednocześnie chwytliwie, ostro, zróżnicowanie. Jego wolniejsze części potrafią wciągnąć w trans, z którego wracamy wraz z świetnym nawrotem mocy. A pod koniec to w ogóle jest genialnie, bardziej deathowo i szybciej. Miodzio.
Od strony produkcyjnej czuć oldschool. Brzmienie jest specyficzne i całkiem niezłe, chociaż jak dla mnie zbyt głuche. Umiejętności muzyków także stoją na poziomie. Wyjątkiem jest tu wokalista, do którego już od pierwszych nut nałapałem poczucia tzw. „wewnętrznego fuj”. Na Dum Spiro Spero i Lethargy vox nawet ujdzie, za to gdzie indziej jest marnie.
Myślę, że fani grania deathowego powinni być zadowoleni. Szczególnie ci lubiący wujka Glena i jego bękarty. Ma swoje wady, niemniej potrafi je bardzo ładnie wynagrodzić. Dajcie Nihilo szansę.
Ocena: 7/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2014, death metal, doom metal, Dum Spiro Spero, kapitan bajeczny, Nihilo, oldschool, Subversiv Records, WOOAAARGH.






