Kto znajdzie ukojenie w objęciach namiętnego Nocnego Kochanka? Miłośnicy dobrego, choć rubasznego humoru i fani klasycznego heavy metalu! Im muzyczno-liryczne randez-vous przyniesie wiele satysfakcji. Panowie z Night Mistress udowodnili swoimi nagraniami i koncertami, że są profesjonalistami. Teraz, pod zmienionym szyldem, postanowili puścić oko do słuchaczy i nagrać coś „z innej beczki” – jeśli nie muzycznej, to tekstowej i z założenia niepoważnej. Na albumie Hewi Metal przede wszystkim chodzi o autoironię. Nic bowiem nie szkodzi tak muzyce jak zadęcie. Pewnie dlatego metal, mimo upływających dziesięcioleci, ma się tak dobrze – wszak jego miłośnicy, oddani i fanatyczni, nie boją się żartów na własny temat, a to forma autoterapii.
Trudno mnie przekonać do podobnych projektów, bo mam wrażenie, że najczęściej żarty i muzyczny kabaret ma za zadanie zakryć muzyczne braki. Tutaj sprawa ma się odmiennie – panowie grają z przytupem, ich riffy zwracają na siebie uwagę, a melodie refrenów nadają się zarówno do nucenia pod prysznicem, jak i chóralnego śpiewania na wielkich stadionach (występów na tychże Nocnemu Kochankowi wypada życzyć). Baza to dziarski, ale przebojowy heavy / power metal z naleciałościami. Rzecz naprawdę stylowa.
A jeśli o materię tekstową chodzi, to znajdziemy na albumie coś o trudnych relacjach męsko-damskich, ubranych w formę naprawdę dobrej metalowej ballady (Zaplątany), albo dziarskiego i zrytmizowanego metalowego pogrywania z melodyjnym refrenem (Dej mu). Wielki wojownik skutecznie dworuje sobie z anturażu muskularnego bohatera fantasy, typowego dla takich kapel jak Manowar. Nie mogło zabraknąć kawałków sławiących dobrą zabawę (Piątunio) i związanych z nią odwiecznych kłopotów w postaci kończącego się alkoholu (Ostatni numer). O tym, że niełatwo jest chodzić w glanach po plaży prawi nam piosenka Wakacyjny. Kapela przypomni nam także, że metal to również pentagramy i rogate czorty, stąd demoniczny Diabeł z piekła (skądinąd złowieszczego riffu nie powstydziłby się Candlemass). No i nie brak tu nawiązań do wcześniejszych, filmowo-kabaretowo-muzycznych działań zespołu. Pojawia się postać Andżeja (w otoczeniu galopujących riffów), czeka nas też powrót do świata Kapitana Bomby (Minerał fiutta) i filmów akcji klasy B (Karate).
Nad muzyką i tekstami z płyty Hewi metal unosi się duch koszarowego humoru – nie ma w tych piosenkach jednak przysłowiowego „przeginania pały” i szokowania dla szoku. Nikt nie powinien się zgorszyć, a uśmiechnąć to i owszem – kilka grepsów naprawdę się kapeli udało, ale nie będę cytował, bo muzyczna otoczka też stanowi o ich sile. Trzeba posłuchać samemu. Nocny Kochanek gra rzetelnie metal, a do tego rzetelnie się z niego nabija. Jak dla mnie ma wszelkie predyspozycje, by dołączyć na stałe do krajowej ekstraligi prześmiewców. Dla rodzimego środowiska metalowego twórczość zespołu może stanowić zdrowe katharsis.
Ocena: 8/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku: https://www.facebook.com/nocnykochanek
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025

