Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025)

Kto żyw, niech bieży do Domu Wszystkich Umarłych! Miłosławscy metalowcy zapraszają na spotkanie z duchami. Premierowe utwory Sothoris z Domus Omnium Mortuorum (to już trzeci album w dyskografii formacji) intrygują nie tylko muzycznie, ale przede wszystkim konceptualnie.

Punktem wyjścia opowieści jest mauzoleum w Jałowcu, znajdujące się na Dolnym Śląsku. W tymże miejscu stoi – widoczny również na okładkowej grafice – nadgryziony zębem czasu pomnik Karla Roberta Lachmanna, jedynego syna niemieckiej, arystokratycznej rodziny, który zginął w wojnie francusko-pruskiej. Śmiało zatem można nazwać Domus Omnium Mortuorum albumem koncepcyjnym, w starym dobrym stylu. Zbezczeszczone przez cmentarne hieny mauzoleum staje się miejscem swoistego teatrum, w którym duchy zmarłych opowiadają o niegodziwościach ludzkiego plemienia, jego upadkach, słabościach, drodze ku grzechom – a wszystko wśród trzasku rozbijanych trumien.

Bliżej Sothoris do obrzędowości rodzimych dziadów niźli halloweenowej, komercyjnej przaśności (jakże typowej w metalu), co należy poczytać za plus. W lirykach wybrzmiewa atmosfera minionych wieków, a słuchacz – jeśli tylko znajdzie w sobie chęć – może zanurzyć się w podniosłym tonie lirycznym. Sporo tu archaicznych wyrażeń i składni, dobrze korespondujących z tematyką albumu. A skoro pomnikowy anioł z Jałowca pochyla się nad konającym, młodym wojakiem, nie brak też w tekstach skargi na nasze kainowe piętno – Śmierć i zniszczenie! / Niosą wam śmierć i zniszczenie! / Wojnę o sztandary! / A kiedy znów wezmą się za łby i w kości grać / będą na ofiary – popychające nieustannie ludzi do bratobójczych walk i zbrodni. Wokalista Raven używa typowych dla black/death metalu środków wyrazu – zachowując sporą czytelność tekstów – ale pozwala sobie też na recytację, co pasuje do koncepcyjnej wizji. Jest ryzyko otarcia się o pretensjonalność w takiej manierze, ale w obranej konwencji udaje się zachować szlachetną formę.

Prawie nic jeszcze nie powiedziałem o warstwie muzycznej, a przecież nie samym słowem człowiek żyje. Sothoris dał się już poznać słuchaczom jako kapela poruszająca się na pograniczu black i death metalu. I na premierowym albumie stylistyka ta również króluje. W notce prasowej pojawia się zwyczajowa formułka „dla fanów:” i tu padają nazwy takie jak: Belphegor, Hate czy Deus Mortem. To dobry drogowskaz dla potencjalnych słuchaczy. Wielkopolanie pozostają wierni na Domus Omnium Mortuorum najbardziej klasycznemu instrumentarium (Lord Ghash – bas, Hrist – bębny, Hex i Setrial – gitary, Raven – wokal), co pozwala zachować spójność wyrazu. Być może spora dawka akustycznych dodatków i ambientowych plam jeszcze mocniej wydobyłaby moc konceptualnego zaczynu i atmosferę melancholijnej zadumy nad okołogrobowymi tematami (ja tam lubię takie dźwiękowe zabawy!), ale Sothoris się nie rozdrabnia i nie poszukuje ponad miarę. Muzycy nie pretendują na Domus Omnium Mortuorum do miana wykonawców z kręgu tzw. metalu klimatycznego – a w tej konwencji lirycznej mogłaby wystąpić taka pokusa – tylko uderzają z odpowiednią dawką wściekłości, bez zbliżania się do ekstremalnych rozwiązań, ale i bez umizgiwania się do fanów melodii. Nie oznacza to jednak, że brakuje tu klimatu, czy pewnej dawki wyrafinowania. Muzykom udaje się dość skutecznie urozmaicić strukturę albumu zmianami muzycznych wątków i temp. Bywa gęsto, ale jest i chwila na oddech. Dramaturgia mogłaby być na jeszcze wyższym poziomie, jednak wierzę, że i tak przykuje Waszą uwagę.

A mnie osobiście do gustu bardzo przypadły gitarowe solówki, zagrane z klasą, wyczuciem, nieprzeładowane, dodające całości pewnego czaru. W pewnym momencie intuicyjnie słyszałem w nich coś z pierwszych płyt Vadera, w innym fragmencie wybrzmiewały mi echa dawnego Opeth. Nie mam pojęcia, czy gitarzyści przyznają się do tego typu inspiracji, ale recenzent może czasem błądzić lub mieć swoje skojarzenia (tak jak i każdy słuchacz).

Zbliża się okres listopadowej zadumy. Płyta Domus Omnium Mortuorum doskonale wpisuje się w ten czas i może stanowić alternatywę dla halloweenowych playlist. A ja dzięki Sothoris nabrałem ochoty, by odwiedzić mauzoleum w Jałowcu, które dla zespołu stało się swoistą bramą do dna piekieł. Cieszę się, że metalowe kapele potrafią doszukiwać się w historii interesujących, odkrywanych na nowo wątków.

Ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Sothoris na Bandcamp

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .