Norden – “Z popiołów i krwi…” (2018)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Człowiek często jest przekonany, że coś wie, a życie zazwyczaj udowadnia, że wydaje mu się, że wie. Staram się trzymać rękę na pulsie i orientować się, co dzieje się na rodzimej, black metalowej scenie, a tu proszę, Norden. Jednoosobowy projekt, za który odpowiada niejaki Northflame (który przewinął się też przez Sonheillon, jeden z ciekawszych heavy metalowych polskich zespołów) okazał się dla mnie zagadką. Początki Norden sięgają 1993 roku, ale dorobek artystyczny nie jest zbyt bogaty jak na taki staż – Z Popiołów i Krwi to dopiero drugi pełny album pomorskiego projektu.

Norden dryfuje na obrzeżach black metalu, hołdując wikińskim legendom i po swojemu uprawiając wiking metal. Osobiście nie przepadam za tym określeniem, które zostało wymyślone na potrzeby zdefiniowania muzyki Bathory, ale z drugiej strony jest ono wyjątkowo trafne. Norden można by nazwać polską odpowiedzią na szwedzką legendę, a samego Northflame’a genetycznym bliźniakiem Quorthona i temat byłby wyczerpany. Nie ma co się czarować – to nie jest żadna próba przeszczepienia wiking metalu na polskie podwórko, bo są momenty, które nawet najbardziej wyrozumiały słuchacz nie nazwie inspiracją. Z Popiołów i Krwi to nagrany z premedytacją i dbałością o każdy szczegół tribute album dla wycinka muzyki sąsiadów z drugiej strony Bałtyku, i w takich kategoriach należy go rozpatrywać. Gdyby nie dość czyste brzmienie (zwłaszcza solówek) i wokal, byłbym autentycznie przekonany, że słucham odkopanych nagrań Quorthona z okresu Twilight Of The Gods. Różnica jest taka, że Polak nagrywa w studiu a nie w kiblu, śpiewa po polsku i wprowadza więcej akustyki. I ta ostatnia, w połączeniu z wokalem, któremu bliżej do zajadłości norweskich krzykaczy, a czasem do growlu niż do zwykłego śpiewu (pomijając czyste, chóralne partie) ratuje ten album, dając namiastkę własnego charakteru. Trzeba przyznać, że polski tekst w połączeniu z taką stylistyką nie brzmi infantylnie i jakoś się broni, inna sprawa, że jak ktoś się z góry uprzedził to koniec. Przeplatające się przez płytę akustyczne fragmenty robią albumowi dobrze, a gdy w ich sąsiedztwie znajdzie się brutalniejszy odcień głosu naszego bohatera, do mózgu zaczyna pukać bardzo delikatna inspiracja Primordial. Ktoś powie, że to szukanie na siłę oryginalnych pierwiastków w muzyce Norden, ale środkowa partia Młota Bogów wydaje się mieć irlandzki rodowód. Kropką nad „i” tego wydawnictwa jest zamykający je The Land, cover, nietrudno zgadnąć czyj. Jeśli ktoś miał jakieś złudzenia, że album chociaż minimalnie skręci w inną stronę, to właśnie zostały one całkowicie rozwiane.

Trudno oceniać takie płyty. Od początku wiadomo, że jest hołdem dla swego duchowego patrona, a punkt widzenia słuchacza jest z góry ukierunkowany. Nawet jeśli gdzieś po drodze serce zabije kilka razy mocniej, to cały czas podświadomie czekamy końca z kołatającym się gdzieś z tyłu głowy pytaniem: dał radę, czy nie? W swojej, bardzo wąskiej kategorii – jak najbardziej tak. A innej zwyczajnie nie ma. Fani Bathory i wiking metalowej stylistyki powinni koniecznie posłuchać, choćby dla samej konfrontacji. Cała reszta również nie ma nic do stracenia. Kto wie, może płyta stanie się dla kogoś wstępem do odkrycia potęgi wiking metalu.

Ocena: 6,5/10

 

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , .