Jeżeli kapela Nothing Has Changed nic Wam nie mówi, to nie powinniście czuć się zdziwieni. Jest to twór świeży i debiutujący pod tą nazwą. Natomiast muzyk kryjący się pod nią należy już do lekko rozpoznawalnych w naszym kraju, który wypracował sobie dobrą renomę. Mowa o Michale „Neithanie” Kiełbasie, wcześniej tworzącym pod nazwą Whalesong. Debiut N.H.C wydał Eryk Golczyk z Old Temple, który jak do tej pory dał się poznać z bluźnierczych i old schoolowych premier.
N.H.C jak się okazuje to odpady z sesji Whalesong. Dlaczego nie mogły zostać wydane pod tamtym szyldem – nie wiem, aczkolwiek nagrania zawarte na krążku w równym stopniu co i starszy projekt kultywują ścieżkę industrialnych odlotów. Płyta w swej charakterystyce kieruje w bardzo zimne rejony, epatuje mechaniką i odczłowieczeniem. Jest to rodzaj muzyki, którego na co dzień nie słucham, bardziej wspieram. Ponieważ zawsze zależy mi na oryginalności i ambitnym podejściu do sztuki, niekoniecznie gustuję w tej odmianie industrialu. Jednakże nowe/stare dzieło Neithana trafiło mnie bez pudła już z pierwszymi odgłosami pierwszej kompozycji. Dziwny, jakby amatorsko ułożony beat, dał obietnicę interesująco skonstruowanej płyty, a kolejne kompozycje tej obietnicy dotrzymały. W swym ascetycznym, monotonnym, transowym świecie autorowi udało się stworzyć potężny klimat i nieodparte fatalistyczne poczucie. Na N.H.C próżno szukać nadziei, światła czy ciepła letniego dnia. Odnajdziemy natomiast przytłaczającą samotność, oczekiwanie na dzień sądu ostatecznego i śmierć słońca. Materiał zdecydowanie skierowany jest do fanów takich artystów jak Godflesh, Jesu i może nawet do wolnych kompozycji Ministry, gdyby je odrzeć z wokalu i przebojowości (np. Organic Waste). Nie da się także ukryć, iż płyta jest jednostajna, z tym trzeba się na starcie pogodzić i polubić (lub nie) taką, jaka jest, gdyż jej ostateczny obraz jest bez wątpienia zamierzony. W tej transowej, monolitycznej bryle jest metoda i cel, a grono odbiorców z góry zawężone.
Mówiąc trywialnie – ja to kupuję. Nie będę nigdy maniakiem tego nurtu industrialu, aczkolwiek raz na jakiś czas nie mam problemów, by coś z tej sceny przyswoić, czerpiąc z tego znaczną przyjemność. Ciekawi mnie bardzo, jakie będą dalsze losy Nothing Has Changed i bez wątpienia będę starał się śledzić dalsze poczynania Neithana, bo lubię artystów, którzy mają coś do powiedzenia, nawet jeśli będą się całe życie mierzyć działaniem pod prąd całej scenie muzycznej.
Ocena: 7.5/10
Nothing Has Changed na Facebook’u.
- Final Gasp – „New Day Symptoms” (2026) - 24 lutego 2026
- Exhumed – „Red Asphalt” (2026) - 18 lutego 2026
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
Tagi: 2021, industrial metal, Nothing Has Changed, Old Temple, recenzja, review.






