Pripegal to niby jeden z setek obecnych na rodzimej scenie hordów grających jakże ostatnio modny pogański black metal. Projekt powstał podobno ćwierć wieku temu, ale jego spiritus movens najwyraźniej nie należy do najbardziej pracowitych. Przez te wszystkie lata Mścisław (bo to on jest duszą tego projektu) nagrał 3 pełnowymiarowe płyty. Pierwszą w roku 2004, drugą w 2008 i ostatnią w roku bieżącym. Niby niewiele, ale ucho można zawiesić. Na warsztat bierzemy wiec ostatni album o dźwięcznej nazwie Na Ostatnim Szlaku.
Żeby jednak oddać honor, muszę dodać, że brak czasu na nagrywanie swoich albumów jest w przypadku Mścisława (aka Piotra Bajusa) jak najbardziej uzasadniony. W międzyczasie był on obecny w bardziej znanych kapelach, takich jak Blaze of Perdition, Graveland, Ulcer, a także (choć symptomatycznie) w Christ Agony. Mamy więc do czynienia z muzykiem doświadczonym i profesjonalnym, co dobrze wróży na kolejne godziny odsłuchu.
Album powstał dzięki Werewolf Promotions, czyli wytwórni, która o pogańskim i klimatycznym metalu pojęcie ma. Także sama sygnatura wilkołaka na okładce daje mi zazwyczaj gwarancję, że w środku lipy nie będzie. Album zawiera siedem trwających niespełna pięćdziesiąt minut utworów. Klimat – jak już wcześniej wychlapałem – to typowy pogański black. Zalatuje mi trochę Ereb Altor (wystarczy kliknąć Play, bo już pierwszy utwór Orlim Szlakiem przywodzi mi na myśl Szwedów), a trochę rodzimymi produkcjami spod znaku chociażby mojego ukochanego Thy Worshiper. Muzyka jest raczej z gatunku tych wolniejszych i cięższych, ale na szczęście nie nudzi. Poza tym są i momenty szybsze (na przykład Bitwa Żywiołów). Sporo tu czystego wokalu i klasycznej gitary. Dużo męskich chórków, tak charakterystycznych dla pogańskich rytmów. Ciekawa jest budowa utworów, gdyż growl na płycie jest nieco schowany za partie instrumentalne. Ale to akurat dobry chwyt, gdyż zwłaszcza partie gitarowe (w szczególności te na gitarze klasycznej) są naprawdę świetne. Klimat utrzymuje się od początku do końca płyty, choć najwięcej jest go na Orlim Szlaku, Pod Sztandarem Przodków (z uwagi na chórki) Włócznia Swaroga (z uwagi na klasyczną gitarę oraz wokal przypominający mi jako żywo Hammerheart Bathorego) oraz tytułowym Na Ostatnim Szlaku. Swoją drogą numerem jeden na płycie są właśnie wspomniane Włócznie Swaroga, które są bardzo dobrym miksem klimatu żywcem wziętego z Hammerheart oraz Twilight of the Gods.
Reasumując, muszę przyznać, że pierwsze odsłuchy dawały nieco więcej nadziei na muzyczne „wow”. Z każdą następną godziną płyta stawała się coraz bardziej monotonna i mdława. Może to za sprawą mało jednak zróżnicowanych utworów, a może tak po prostu ze względu na fakt, że żaden z utworów jakoś szczególnie nie zapadł mi w pamięci. No, może poza Włócznią Swaroga.
Jeśli ktoś z Was, drodzy czytelnicy, jest fanem pogańskich rytmów, to płytę tę powinien nabyć bez zbędnej zwłoki. Pozostałym zalecam najpierw uważny odsłuch.
Pripegal w Encyklopedii Metalu
Ocena 7/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, Blaze of Perdition, Mścisław, Na Ostatnim Szlaku, pagan metal, polski black metal, polski pagan metal, premiera, Pripegal, recenzja, Werewolf Promotions.






