Przez chwilę bałem się, że Saratan po Dark Orient wyjdą na stałe z metalu i poświęcą się bliskowschodniemu folkowi. Nie bałem się bynajmniej dlatego, że wątpiłem w jakość ich przyszłej muzyki – Saratan nigdy mnie jeszcze nie zawiedli i pokładam w nich mnóstwo wiary. Jest to jednak przede wszystkim znakomity, bardzo niedoceniony zespół metalowy – szkoda by mi było stracić ich ze sceny. Po czterech latach od Dark Orient i sześciu od fenomenalnego albumu Asha Saratan powrócił jednakże z taką muzyką, w jakiej czuje się najlepiej i za jaką ten zespół uwielbiam. Nabatea to kolejna porcja miksu śmiercionośnego death metalu i skrzących się barwami pięknych orientalnych melodii, których – wierzcie mi – nigdy w waszych życiach nie jest zbyt wiele.
Saratan na tym albumie to yin i yang jednocześnie. Z jednej strony: żywioł, zniszczenie, nieposkromiona wściekłość. Charakterystyczne dla tego zespołu od samego początku szarpane, ostre jak brzytwa gitary i potężne, szczekane growle tworzą naprawdę niebezpieczną miksturę i od razu wskazują biednemu słuchaczowi, że Saratan to nie w kij dmuchał. Z drugiej strony mamy jednak całą plejadę bliskowschodnich instrumentów, skal i melodii, które uzupełniają tę death metalową zawieruchę o brakujący element spokoju i piękna. No i Maggie Gwóźdź, wokalistka o kojącym głosie, imponujących umiejętnościach i zmyśle do uwodzących duszę melodii jako przeciwwaga dla szaleńczych growli Jarka Niemca.
Jeśli lubicie metal poszukujący, Saratan są dla was. Od samego początku Nabatea zabierze was na wspaniałą przygodę. Odważny, energetyczny The One From Shara będzie waszym wprowadzeniem do tej historii, ale pierwsze niebezpieczeństwo przyniesie już szaleńczo rozpędzony Valley of the Moon, zakończony emocjonalną kodą. The Dusk of Raqmu to absolutny popis zespołu, pięknie opowiedziana przez Maggie Gwóźdź historia podszyta ultraciężkimi gitarami i punktującą perkusją. Po chwili jednak znów wchodzimy w krainę łagodności, kiedy Maggie wyśpiewuje swój lament do boga wojny. Na chwilę przyjdzie nam się zamyślić przy Qasr al-Farid, zanim The City of Tombs ponownie zasiecze bezlitośnie w najlepszym saratanowskim stylu, znakomicie utylizując talenty perkusisty Michała Stefańskiego i gitarzysty Adama Augustyńskiego. Ostatnim etapem podróży jest tajemniczy Mysteries of Ancient Paths, który kończy opowieść, ale jednocześnie pozostawia niedosyt i nadzieję na kontynuację.
Ta kulturowo-muzyczna przygoda po raz kolejny jest opatrzona odpowiednią otoczką produkcyjną. W moim słowniku Saratan stał się synonimem brzmienia przepotężnego, umożliwiającego bezszwowe połączenie tej death metalową zamieci z ciepłem muzyki orientu. Sama ilość instrumentów użytych w tej muzyce każe przypuszczać, że obowiązki realizatorskie nie należały do najłatwiejszych. Mimo to Nabatea brzmi jak czysta przyjemność.
Nie wiem w czym tkwi tajemnica Saratan, ale mam wrażenie, że każda ich produkcja to od początku do końca Dzieło przez wielkie „D”, dopracowane pod każdym możliwym względem, poprzedzone mrówczą pracą zarówno nad muzyką, jak i nad kulturą, która przecież przeciętnemu metaluchowi znad Wisły jest kompletnie obca. Jest w tym szczerość, jest pasja, jest serce. Nie muszę tego w tej muzyce szukać, domyślać się – zaangażowanie i zrozumienie jest aż nadto widoczne. To imponujące – chylę czoła przed Jarkiem Niemcem, Adamem Augustyniakiem, Małgorzatą Gwóźdź i Michałem Stefańskim. Miks talentów i umiejętności w Saratan jest wręcz niezwykły i po raz kolejny owocuje albumem, który mnie fascynuje na wielu poziomach.
10/10, zero wątpliwości
Sprawdź też: Darzamat, Thy Disease, Mary & The Highwalkers, Fleshworld, Perpetual, Leshy, Setheist, Mound
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025

