Sarmat – „RS – 28” (2021)

W dobie dzisiejszych, światowych wydarzeń, przepychanek prawie całego globu z włodarzem Rosji Wladimirem Putinem, nazwa i tytuł płyty projektu Sarmat nabierają nowego znaczenia. Sarmat RS – 28 to nic innego jak nazwa międzykontynentalnego pocisku batalistycznego o silnej mocy produkcji rosyjskiej i jakoś mi się lepiej żyło, gdy nie posiadałem tej wiedzy.

Sarmat to kolejny zespół po Sothoris, który zaimponował mi działaniami promocyjno-dystrybucyjnymi. RS – 28 został wydany samodzielnie przez zespół, a następnie dzięki obrotności muzyków przekazany do wielu podziemnych distros zajmujących się dystrybucją z lokalizacjami na całym świecie, co owocuje nie tylko lepszą dostępnością samej płyty w sprzedaży, ale także lepszą promocją materiału. Rzadko się spotyka taką determinację i znajomość sceny wśród muzyków, którzy w dużej mierze (wiem z doświadczenia) sądzą, że cały świat czeka na ich wypociny. Tu praca domowa została odrobiona z nawiązką i liczę, że przełoży się to na dobrą przyszłość dla kapeli.

W pierwszej kolejności zacznę o moich żali. Żałuję… żałuję, że za odsłuch tego materiału zabrałem się dopiero teraz, ponieważ moje podsumowanie najlepszych albumów na rok 2021 zostało już opublikowane i nie mogę już dorzucić tam Sarmatów. RS – 28 to niecałe czterdzieści minut przepełnionego gniewem i szaleństwem death metalu, urozmaiconego o wpływy black. Muzycy udzielający się w projekcie nie są debiutantami (Calm Hatchery, Mortis Dei, Puki 'Mahlu, Aggressor, Spirit Crusher) i swe umiejętności, doświadczenie, skutecznie koncentrują na tworzeniu metalu o dużej sile rażenia. Mamy tu do czynienia z urozmaiconym śmierć metalem, skierowanym do fanów Morbid Angel, Hate Eternal, Hate i Zyklon. Jest to muzyka raczej nowoczesna, aranże i sposób składania pomysłów zamykają się w nowomodnych formach i klasykę słychać tu jedynie w pomysłach na riffy. Całość w odbiorze ma teraźniejszy wydźwięk, a brzmienie wykręcone przez Arka Maltę Malczewskiego w Santa Studio idealnie z tym koresponduje. Z ciekawostek nadmienię, iż za partie bębnów na tym krążku odpowiada Krzysztof Klingbein, znany choćby z sesyjnej gry w Vaderze, więc pod tym względem również „nie ma zmiłuj”.

Jako że z założenia zawsze mi bliżej do death niż black metalu, to spośród wszystkich utworów stawiam na te bardziej mięsiste. Prawda jest jednak taka, że nie ma tu słabych kompozycji i w każdej można znaleźć coś dla siebie. Osobiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczony i namawiam wszystkich do sprawdzenia Sarmat i ich debiutu RS – 28.

Ocena: 9.5/10

Sarmat na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .