Sautrus – „Reed: Chapter One” (2014)

Sautrus, pomorska kapela z gatunku stoner rocka. O tym zespole zostało powiedzianych i napisanych dużo słów. Są głosy zachwytu i krytyki. Jedni się zachwycają gatunkiem, jaki wykonują. Ci drudzy marudzący, że jest to oczywiste powielanie starych patentów. Dyskografia tych miłych Panów to jak na razie EPka Kuelmaggah Misticism i LP Reed : Chapter One, o którym chciałbym napisać kilka słów.

Kiedy usłyszałem pierwsze ich wydawnictwo, nie byłem zbytnio zachwycony tym, co stworzyli. Przeszła mi myśl przez głowę, że to kolejna kapela, która szybko się pojawiła i szybko zniknie. Na szczęście tak się nie stało i zespół po dość słabym debiucie wydał pierwszy swój longplay Reed: Chapter One. Ewolucja od średnio brzmiących kawałków do muzyki bardzo wpadającej w ucho jest bardzo znacząca. Można nagrać 14 numerów na płytę i zniszczyć słuchaczowi uszy nadmiarem materiału. Można jednak postąpić mądrze jak Sautrus i nagrać album, który jest tak bardzo spójny, aż się chce go ponownie włączyć.

Zaczyna się od Ricochet, który mógłby się znaleźć na Vol.4 Sabbathów. Ciężki gitarowy riff z wokalem Weno Wintera robi swoje. Kiedy usłyszałem ten numer po raz pierwszy, przeraziłem się co będzie dalej. Czuć niesamowitą aurę w powietrzu i mszalne świece. To jak zapach starej książki, której nie możemy się doczekać, kiedy zostanie przeczytana. Weno, robi rzeczy niesamowite ze swoim głosem. Facet ma niesamowitą charyzmę i jest bardzo rozpoznawalną postacią polskiej stoner rockowej sceny. Jest syfiaste, sfuzzowane brzmienie gitary i wspomniane wyżej świetne wokalizy.

Jest tu postawiony bardzo duży nacisk na klimat. Muzycy zmieniają się w elektrycznych czarodziejów i zabierają nas w niesamowite muzyczne rejony. The Knurr i Kuelmaggah Part 2 to też kapitalne numery. Ciężko przypisać jakąś konkretną inspirację. Polecam wybrać się na ich koncerty, by zrozumieć znaczenie ich nazwy i tego, co robią.

Produkcją zajął się Jan Galbas. Znana postać w polskim podziemiu. Człowiek ten wiedział jak wycisnąć ostatnie soki z chłopaków, żeby materiał brzmiał elegancko. Świetną produkcję słychać m.in w Iomi Iomi, jednym z  największych hitów polskiego stoner rocka. Zawodzenie Weno Wintera powoduje niezłe dreszcze na plecach.

Wydaje mi się, że najbliżej Sautrus jest do pierwszych płyt Black Sabbath. Ten eklektyzm jak w kapeli Ozziego, tak samo działa u pomorskich muzyków. Przykładem może być ostatni numer z tego fantastycznego krążka – Suentist. Dostojność każdego dźwięku, bardzo mi się podoba i jest idealnym zakończeniem opowieści. Opowieść ta miejmy nadzieje, będzie kontynuowana w przyszłości. Plusem wielkim jest, że zespół trafił do młodej niemieckiej wytwórni Pink Tank Records. Koncerty poza granicami naszego kraju, dowodzą, jaki jest popyt na ich muzykę.

Cieszy mnie niezmiernie fakt, że taka muzyka powstaje w naszym pięknym kraju.Na koniec wspomnę co mi się nie podoba. Niestety, okładka nie jest wysokich lotów. Dobrze, że muzyka w tym przypadku świetnie się broni.

Ocena 9/10

Rafał Morsztyn
Latest posts by Rafał Morsztyn (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .