Site icon KVLT

Schismatic – „Circle of Evolution” (1993/2020)

Powrót krakowskiego Schismatic stał się faktem. Skład zespołu został wzbogacony o wokalistę Marcina Urbasia (także Sceptic), który nagrał też z nimi płytę The Flame of the Past. Wszystko to stało się ciałem bezpośrednio dzięki zamieszaniu związanemu z wydaniem klasycznych, pochodzących z początku lato 90. płyt, które wziął na tapetę nie kto inny, jak nasz naczelny górnik w kopalniach polskiej sceny undergroundowej – Leszek z Thrashing Madness. W tym tekście skupię się na debiucie, czyli albumie Circle of Evolution, który premierę miał w 1993 roku na kasecie wydanej przez zajmujące się muzyką chóralną wydawnictwo Music Art.

Może Was zaskoczę, ale nie znałem tej płyty wcześniej. Pojęcie o jej istnieniu miałem, znałem okładkę, lecz nigdy nie słyszałem jej w całości. Odsłuch rozpocząłem zaciekawiony, a nie byłem nawet świadom, z jakiego album jest roku. Odsłuchałem jeden raz, odsłuchałem drugi i trzeci, a następnie usiadłem do sprawdzenia wszystkich informacji z nim związanych. Tu pojawiło się zaskoczenie, bo dojrzałość i poziom nagrania płyty wskazywał na końcówkę lat 90., a tu szok – 1993! Petarda! Nagrywając ten album, chłopaki byli w wieku maturalnym, a zapodali materiał zbliżony jakością do czołówki nie tylko polskiej (mógłbym się wręcz zastanowić, ilu wtedy zjedli), ale i światowej. Słuchając go, oczywiście musimy pamiętać, że to debiut, wydany równo trzydzieści lat temu, ale i tak uważam, iż jego poziom wymiata. Od pierwszych dźwięków młodzieńcy niszczą słuchacza, amerykańskim w brzmieniu, death metalem, który w swej formule jest bardzo urozmaicony, ubarwiony wieloma wpływami i smaczkami, dzięki czemu całość brzmi dynamicznie i słucha się tego z zainteresowaniem. Utwory są bogate w zmiany tempa, aranże gęste, ale czytelne, a riffy mięsiste. Całość siłowo skonstruowanego death metalu dekorują niebanalne, ubrane w pogłos solówki, które mogą przywoływać delikatne skojarzenia z tym, co robił James Murphy na Cause of Death zespołu Obituary dodając kompozycjom tajemniczości i atmosfery. Wokale zdobiące Circle of Evolution zaliczam do klasycznych dla gatunku, niskie, nieco schowane, ale siarczyste i robiące swoją robotę. Jest to dziesięć ciosów wymierzonych z równą siłą, z młodzieńczym zapałem i z doświadczeniem starych wymiataczy. Nie ma co się tu dużo rozwodzić i wymyślać kolejnych komplementów, ten album trzeba znać i, jeżeli się jest kolekcjonerem nośników fizycznych, posiadać na półce. Pozycja totalnie obowiązkowa dla maniaków starej szkoły rzucania death metalowym mięsem.

Schismatic na Facebook’u.

Exit mobile version