Nawiązując do słynnego tekstu naszego wieszcza, Kazika Staszewskiego, z włoską sceną post-metalową miałem dotąd tyle wspólnego, co z Mercedesami, czyli nic. Chwalić się swoją ignorancją to jednak żadna chwała, cieszę się zatem, że za sprawą małej, niezależnej wytwórni Spikerot Records miałem okazję choćby w drobnym stopniu uzupełnić braki w muzycznej wiedzy, zwłaszcza że ciekawie dzieje się w temacie na terenie Wielkiego Buta. SednA to bardzo interesujący autorski głos włoskiego tercetu (a teraz już kwartetu), zaklęty w post-black metalową formę, z elementami atmosferycznego sludge metalu i progresywną konstrukcją dzieła.
Trzeci album Włochów, The Man Behind Sun, to właściwie jedna, ponad półgodzinna kompozycja, która rozpoczyna się od brudnych, mrocznych leniwych dźwięków, a potem prowadzi słuchacza po meandrach hałasu i wyciszenia (częściej tego pierwszego), opadając w spokojniejsze rejestry, to znów stawiając ścianę wysokich, przenikliwych dźwięków. To całkowicie nowe otwarcie dla zespołu, który przeszedł kadrową rewolucję, a przede wszystkim udana prezentacja siły, bo choć The Man Behind Sun nie jest szczególnie oryginalną propozycją – w post metalowym świecie znamy wiele przykładów na podobne użycie składowych elementów – to jednak na bazie znanych receptur udało się stworzyć coś, co ma zwyczajnie „ręce i nogi”.
SednA przede wszystkim stawia na rytmiczne, klimatyczne i dynamiczne przeobrażenia, używając gitar jako budulca mistycznej, nieco chaotycznej, atmosferycznej przestrzeni, sekcji niczym spoiwa i fundamentu muzycznej struktury, a wrzeszczącego, czasem spokojniejszego wokalu – jako środka mobilizującego uwagę słuchacza, ale nie przesadnie wyeksponowanego. Czy ten muzyczny świat wciąga i zniewala? Być może ci, którzy przedawkowali podobne post-metalowe patenty poczują się w którymś momencie znużeni, ze znawstwem stwierdzą, że ich płytoteka bogata jest w podobne dzieła, czasem może bardziej udane, ale jednak kolejne przesłuchania pozwalają odkryć za sprawą The Man Behind Sun interesujące przestrzenie, rewiry tyleż mroczne, co skłaniające do zadumy. Całość trwa akuratnie tyle, by tym dźwiękom oddać się z ochotą, a kwartet szczęśliwie nie przesadził z rozwlekłością swego wytworu, ani nie odleciał w niezrozumiałe eksperymenty.
Nie ma na albumie wyraźnego podziału na części – kompozycja tytułowa płynie, pewne wątki w naturalny sposób domykają się, na ich bazie powstaje platforma do kolejnych odlotów. Największe wrażenie robią przeskoki w dynamice, gdy z cichych, melancholijnych tematów wpadamy w rejestry pełne wściekłości i mroku – no ale tak być powinno w tej konkurencji, to też nie jakaś wartość dodana. SednA nie ma się czego wstydzić, łączy i miesza składniki umiejętnie, prezentowana muzyka łącząc się z kosmiczno-humanistycznym tekstem, może rzeczywiście wciągnąć. Zespół sam pisze o swoich zainteresowaniach artystycznych: The journey across the tragedy of the universe. No i rzeczywiście muzycy próbują lirycznie i kompozytorsko iść za tym drogowskazem, a przy okazji wypełnić założenia formalne i filozoficzne.
ocena: 7,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2019, album, alternative music, black metal, cd, Heavy Metal, italian metal, post-black metal, post-metal, post-rock, recenzja, sludge metal, Włochy.






