Silver Snakes “Saboteur” (2016)

Silver Snakes to idealny przykład muzycznego rozwoju. Na debiutanckim Pictures of a Floating World prezentowali skrojone na miarę, rockowe piosenki, które jednak z lekka pachniały młodzieżowym graniem spod znaku Paramore (choć z męskim wokalem). Na Year of a Snake zauważalny był progres, a i inspiracje bliższe były Deftones, niż zespołowi prowadzonemu przez Hayley Williams. O pełnym rozkwicie można mówić jednak dopiero teraz, przy okazji premiery Saboteur. To zdecydowanie najdojrzalszy ich album. Słychać, że przez te dwa lata od premiery poprzedniczki, grupa pracowała nad doskonaleniem warsztatu kompozytorskiego. Utwory są bogatsze, wielowarstwowe, ale jednocześnie spójne. Niby album oparto na prostych środkach, ale jednak trzeba poświęcić trochę czasu na to, by usłyszeć i poukładać sobie wszystkie elementy.

Wpływy Deftones są nadal wyraźnie słyszalne, w utworach Glass oraz Devotion odzywa się Nine Inch Nails, brzmienia rodem z Seattle pobrzmiewają w najdłuższym na płycie Dresden (Alice In Chains), oraz ultra przebojowym Raindance (Stone Temple Pilots). We wspomnianych Devotion, oraz w końcówce Dresden słychać granie a`la sludge, a miłośnicy Killing Joke na pewno szeroko uśmiechną się słuchając utworu Charmer.

Żongluję tymi nazwami, aby przybliżyć wam mniej więcej po jakich terytoriach poruszają się Amerykanie, tym bardziej, że zespół dopiero na dorobku i nazwa nie przebiła się jeszcze do szerszej świadomości, ale muszę zaznaczyć, że Saboteur to nie jest bezczelna zrzynka. Oryginalności może i w tych gatunkach już dawno nie ma, ale za to na trzecim albumie Silver Snakes wyczuwalny jest charakter zespołu i coraz wyraźniej klarująca się wizja Alexa Estrady na to, jak ma brzmieć jego kapela. Dzięki świetnym melodiom i refrenom, mocnym i ciężkim riffom, wyrazistej sekcji, licznym smaczkom i klimatycznym odlotom, słucha się tego z przyjemnością. A na dodatek czuć, że Silver Snakes nie powiedzieli ostatniego słowa.

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , .