Sorrows Path „Doom Philosophy” (2014)

Niektóre etykietki muzyczne to mnie rozbrajają. Na przykład taki „epicki doom metal”. Tak się zastanawiam w jakim kontekście jest tu użyte słowo „epicki”. Czy bardziej chodzi o to, że muzyka omawianego poniżej Sorrows Path jest zaaranżowana z rozmachem, czy może bardziej, że warstwa liryczna jest epicka i rządzi się swoją własną narracją. A może jedno i drugie, bo słuchając propozycji tej grupy łatwo można wywnioskować, że albumowi Doom Philosophy przyświecał konkretny koncept, a sama w sobie muzyka jest podniosła zarówno w partiach wokalnych jak i instrumentalnych. To nie jest moja para kaloszy, ale postaram się obiektywnie zawyrokować, czy warto temu dziełu czas poświęcić.

Zacznę od tego, że brzmienie mogłoby być bardziej klarowne. Na przykład perkusja nie brzmi tak tłusto jakby mogła, tak uderzająco, wiecie, doom metalowo. Solówki są za to całkiem zgrabne i melodyjne, a wokal całkiem zjadliwy, choć na dłuższą metę nieco mnie męczący. Jak tak sobie tego słucham to mam wrażenie kolejnego uzasadnienia etykietki „epicki”, a mianowicie jako zmiękczacza, bowiem muzyka jest tutaj dość przystępna, żeby nie powiedzieć zbyt heavy metalowa jak na doom, który zawsze kojarzył mi się z mrocznym graniem, powolnym i przygnębiającym. Sorrows Path grają jak na moje ucho zbyt wesoło. Mam też wrażenie, że pewne elementy są nie do końca trafione, tak jak „nawiedzone” chórki w A Dance With The DeadJakoś mnie nie przeraziły, a nieco rozbawiły, a to chyba niezbyt dobrze, prawda? Do tego w takim Everything Can Cange wokalista brzmi nieco groteskowo, niczym Marilyn Manson co akurat do tej konwencji pasuje jak pięść do nosa. Niestety, poza tym małym wyskokiem gardłowy zasuwa na jedno kopyto z bardzo irytującą manierą. Bardzo ciekawie robi się w ostatnim, niekonwencjonalnym i pokręconym numerze Damned (O)fish-L.S.D., gdzie dzieją się rzeczy ciekawe i zgodnie z tytułem psychodeliczne. Jest on jeszcze lepszy dzięki braku w nim wokalu, co jest swoistym paradoksem. Gdyby tak zasuwali czysto instrumentalnie podobałoby mi się znacznie bardziej.

Podsumowując – nie jest źle, choć fanom klasyków spod znaku Black Sabbath, Candlemass czy Solitude Aeturnus raczej mocno do gustu nie przypadnie. Może trochę zawyżam, ale zawiesić ucho można. To nie był epicki doom metal, to był sympatyczny heavy/doom metal. Taki na sześć punkcików.

Ocena: 6/10

Autorem jest Dominik „Stanley” Stankiewicz.

Czwarkiel
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .