Ostatnio piszę coraz mniej wstępów, i tym razem też nie napiszę. Ale nie dlatego, że mi się nie chce. Te nagranie jest po prostu za szybkie na zbędną pisaninę o nim. Startujemy z nowym splitem greckiego Stheno i niemieckiego World Downfall.
EveryDayHate jak zwykle nie zawodzi i po raz kolejny dostarcza materiał wybuchowy jak rzekomo Tupolew. To właśnie dzięki EDH możemy niszczyć sobie bębenki sześcioma utworami wydanymi na trwającej nawet nie dziesięć minut siódemce.
Pierwsze cztery strzały należą do Stheno. Grecka ekipa dorobku pokaźnego może i nie posiada, ale nie przeszkadza to im zasuwać aż miło. Ich grindcore jest wręcz diablo szybki, a na domiar złego wymiksowany jeszcze z crustem i black metalem. Prawdę mówiąc to ledwo wyrabiałem się z notowaniem, i wcale nie dlatego, że nie umiem pisać. Zaczyna się od Coiled Into Rage, bardzo klimatycznie rozpoczętego grekokatolickim, zdaje się, chórem. Robi klimat, choć zupełnie nie przygotowuje na późniejszą, quasi blackową, quasi punkową rozpierduchę. Ich część wydawnictwa oscyluje właśnie między tymi dwoma stylami, czasem bardziej w stylu skoczno-moshowym (Contaminated Masses), czasem mroczniej i czarniej (Cluttered With Blood). Tak czy siak, nie spodziewajcie się zwolnień. Blasty pojawiają się często-gęsto, tremolo rżnie, a vox niby brzmi grindowo, a jednak z interesującą domieszką czerni. Produkcyjnie zaś brzmi to dobrze i w pewien sposób niestandardowo, dziwnie „sucho”. Pasuje to do pracy gitar i krzykacza. Czytaj: jest fajnie, jest przemoc, jest szybko i równie szybko Stheno kończy swoją część, by ustąpić miejsca kumplom z Kolonii.
Z kolei ta ekipa ma już dużo większe doświadczenie. Na koncie World Downfall są już dwa pełniaki, demówki i inny splicior. Zdaję się, że te wydawnictwo jest ich powrotem po dość długiej przerwie, miejmy nadzieję, że udanym. Tutaj prezentują dwa strzały będące mieszaniną grindcore’u i death metalu. Brzmi sprawnie, wściekle, a i produkcyjnie brzmienie jest dużo bardziej mięsiste i pełniejsze. I choć sam materiał nie kopie tak bardzo, jak w przypadku greków, to ciągle warto go przesłuchać. Szczególnie ten przedostatni pod względem jakości utwór, jakim jest Nazi Crap. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki głosy na intrze łączą się z kawałkiem właściwym, a którym to sposobem jest narastający wrzask wokalisty. Poza tym ich muzyka to raz death, raz grind, tworząc deathgrind klasy może nie światowej, ale na pewno wysokiej.
Są nagrania, które pozwalają szybko i efektywnie rozładować frustrację, niezależnie od jej powodu. Tenże splicior do takich należy. Poświęć mu dziesięć minut, wyżyj się. Tylko nie rozpierdol czegoś cennego, bo będzie na mnie.
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

