Nie jestem fanem oglądania ogólnie dostępnych kanałów telewizyjnych w Polsce. Moim zdaniem mają bardzo mało do zaoferowania potencjalnemu odbiorcy. Lepiej wziąć książkę bądź wrzucić jakiś dobry film na jeden z nośników. Jednak pewnego niedzielnego wieczoru trafiłem w tv na znany muzyczny show i niespodzianka. Zazwyczaj w tego typu produkcjach nie ma nic ciekawego, jednak tym razem młody zespół o nazwie Strain, prezentujący się w takim oto programie, nieźle mnie zaciekawił.
Widok był następujący – klasyczni, rockowi muzycy z długimi włosami, plus wyczuwalne od razu luzackie podejście do życia. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy – The Black Crowes – aura im towarzysząca przypomniała mi tę świetną rockową kapelę, która była bardzo popularna w latach 90. Tak odkryłem Strain !
Na płytę o tym samym tytule, co nazwa zespołu, składa się 12 kawałków. Wszystkie bez wyjątku utrzymane w stylistyce południowo-amerykańskiego rocka, na modłę Lynyrd Skynyrd, ZZ Top czy wspomnianego wyżej The Black Crowes. Wszystkie absolutne cechy tego gatunku, czyli wolność i bluesujące gitarki, są genialnie zachowane, a całość zgrabnie skomponowana i nagrana.
Hands i The One Kept In to pierwsze utwory, które wprowadzą nas w klimaty muzyki Strain. Charakterystyczny „nosowy” wokalista i wspomagające chórki brzmią bardzo składnie. Obok wokali, klasycznie wygrywane solówki gitarowe. Można powiedzieć śmiało – Panowie z Wrocławia mają świetny warsztat.
Pomiędzy energetycznymi numerami jest też miejsce na perełkę w postaci Ashes – utwór, który podoba mi się najbardziej. Jedynie czego mi brakuje w tej kompozycji, to cudownego, analogowego szumu w tle. Kawałek mógłby spokojnie zostać hitem w jakiejś amerykańskiej stacji radiowej, która nadawała w latach 70. na południu tego wielkiego kraju.
Mimo, że utworów jest dość sporo, muzyka wciąga i chętnie do niej wracam. Budzi się we mnie też złość, że tego typu zespoły wciąż są w cieniu i mało kto z „wielkich” chce w nie inwestować pieniądze. Uważam, że Panowie mogliby nieźle namieszać na polskiej scenie, gdyby tylko mieli szansę zaistnieć na większej scenie. Czy program talent show im w tym pomoże? Nie wiem. Warto jednak posłuchać Strain i przepłynąć się ich statkiem po morzu pełnym klasycznych rockowych riffów i melodii. Szczerze polecam.
Ocena 8/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017
Tagi: 2016, blues rock, debiutancka płyta, southern, Strain, the black crowes, wrocław.






