Sznur – „Cwel” (2026)

Od wydawniczego debiutu Sznura (rok 2018, jeszcze jako jednoosobowy projekt Setha) formacja ta systematycznie rośnie w oczach – stopniowo zwiększa się liczba jej członków, popularność oraz liczba wyplutych na świat płyt. Rosła też jakość tych ostatnich, czego kulminacją była wypuszczona trzy lata temu Ludzina (recenzja) – sznurowe opus magnum. Poprzeczkę panowie zawiesili sobie wysoko, a dołączenie do lineupu znanego głównie z Gruzji Limbo wysyłało w świat jasny sygnał – zespół nie zamierza spoczywać na laurach. Patrząc przez pryzmat Cwela, może jednak lepiej było choć na chwilę na nich spocząć? Choć zespół wypracował sobie już swój rozpoznawalny styl, to jednak kiepski singiel promujący ich nową płytę wzbudził we mnie obawy co do wyczerpywania się tej mocno eksploatowanej przez Sznur formuły. Całość krążka jedynie wzmocniła to wrażenie.

Na to, że pełne obleśnych obrazów, ziejące wszechobecnym ohydztwem i plugastwem teksty za czwartym razem nie budzą już większych emocji, machnąłem ręką już na Ludzinie, bo tamten krążek był fantastyczny w warstwie instrumentalnej i kompozycyjnej. Cwel jest pod tym względem o wiele słabszy, to bardziej płyta momentów – a te i tak nie są bardzo liczne. Najmocniej wypadają dwa pierwsze numery, bronią się riffami i odpowiednią dawką przebojowości – są po prostu chwytliwe i jeśli coś miałoby zagościć w koncertowych setlistach zespołu na dłużej, to właśnie albo Trociny, albo Stoję i patrzę jak ją gwałcą. Od utworu tytułowego aż do końca ma miejsce mocny zjazd, z którego wychwyciłem jedynie kilka lepszych fragmentów – konkretnie Człowiek wiadro i To co nie wypłynęło mają dobre końcówki. Cała reszta płyty niestety mnie nie powaliła, choć to na pewno solidne granie, które wierni fani tego pokręconego składu łykną bez popity. Bardzo podobał mi się jednak ten hiciarski Sznur, i choć panowie nadal próbują grać w ten sposób, to na Cwelu mocno brakuje mi właśnie totalnych bangerów, dla których będę miał ochotę wrzucić CD w odtwarzacz.

Zamiast tego dostaliśmy porcję przyzwoitych blackowych kawałków, która wyleciała z mojej głowy tak szybko, jak w nią wleciała. Prawdopodobnie uznałbym to za wystarczające mi w przypadku debiutantów, ale w przypadku tego składu to trochę za mało. No bo co to za Sznur, skoro nie ma na czym zawiesić ucha?

Ocena: 6/10

Sznur na Facebooku

Łukasz W.
(Visited 1 times, 6 visits today)
Tagi: , , , , , , .

Dodaj komentarz