Faded Remembrance – „The Blessing Of Downfall” (2026)

Coraz częściej przekonuję się, że filozoficzna maksyma o niemożności wejścia dwa razy do tej samej rzeki kryje w sobie realną mądrość. Podobnie rzecz się ma z opuszczonym grobowcem klimatycznego death/doom metalu, który w pierwszej połowie lat 90. dawał wytchnienie zbłąkanym, dekadenckim duszyczkom – tam już też nie powrócicie. No, chyba że będziecie ciągle odtwarzać te same sztandarowe dla nurtu albumy. Cóż, ja tak w mroczne wieczory od czasu do czasu robię…

Węgierski jednoosobowy projekt Faded Remembrance daje jednak nadzieję, że można się przenieść w czasie. Czy zwodniczą? Na czwartej w dyskografii długogrającej płycie pt. The Blessing of Downfall słychać sporą dawkę nostalgii za okresem świetności tzw. metalu klimatycznego, łączącego ciężar z nostalgią. Z szeregu nazw wymienianych przez Bitume Productions, śmiało można przywołać Paradise Lost, Cathedral, Celtic Frost czy My Dying Bride, jako celne punkty odniesienia – pomijam fakt, że w notce wydawniczej pojawiło się parę nazw „od czapy”. Niemniej twórczość wymienionych właśnie grup zdaje się być kamieniem węgielnym, na którym muzyczna i liryczna katedra została przez Tamása Alberta wzniesiona – i to w pojedynkę! Ja dorzuciłbym jeszcze do wyliczanki koniecznie Evoken, zwłaszcza te momenty, gdy posuwiste, programowo smętne riffy uzupełniane zostały czystymi dźwiękami melancholijnych gitar. I choć znajdziemy tu elementy – w kompozycjach czy klimacie – rzeczywiście zaczerpnięte z każdego z tych bandów, udaje się na The Blessing of Downfall zbudować Tamásowi coś własnego. Twórca wzniósł się co prawda na barkach Wielkich Przedwiecznych, ale przynajmniej wiedział, co chce osiągnąć. Pewnym wyróżnikiem, nie tak znowu oryginalnym, są tutaj partie dęciaków, które dodają odrobiny majestatyczności. Jeśli lubicie takie niespieszne, smutne granie – choć są i fragmenty nieco żywsze – doskonale nadające się do samotnych spacerów pośród omszałych ruin i cmentarzy, to macie idealny soundtrack.

Doceniam fakt, że udało się artyście stworzyć w pojedynkę – łącznie z produkcją i masteringiem – pewną zgrabną całość. Z drugiej strony, choć każda kompozycja wzięta z osobna broni się w kanonach tego typu grania, to tworzy jednak dość przewidywalną, pozbawioną większej dramaturgii całość. Może brak tu naprawdę wbijających się w pamięć riffów, chwytających za serce tematów, jakichś wychodzących poza schemat pomysłów (nawet te mające urozmaicić całość dęciaki stają się w końcu przewidywalne), czy w końcu wyrazistego wokalu – melorecytacje Tamása, lekko trącące growlingiem, pasują jako środek wyrazu do konceptu całości, ale brak im charakteru.

Niemniej zakochani w takim graniu sprawdzić to muszą. I ja do nich należę, więc pewnie powrócę do mgieł otulających The Blessing of Downfall. To dzieło udane, ale może już zbyt wielu próbowało powrócić do tej krainy porzuconej pośród sentymentalnych wspomnień? Może trudno wciąż zachwycać się tym samym? Znajdą się jednak tacy, którym ta dawka melancholii niesionych przez posuwiste riffy i melancholijne teksty Faded Remembrance, przyniesie – paradoksalnie – odrobinę radości.

Ocena: 6/10

Oficjalny profil na Facebooku
Faded Remembrance na Bandcamp
Bitume Prods na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)
Tagi: , , , , , , , , , , , , .

Dodaj komentarz