Teething / Feastem – „Teething / Feastem” (2016)

Ta recenzja nie będzie długa. Nie znajdziecie tu typowych dla mła wywodów, i ciągnących się kolejnymi linijkami dowcipasków merytorycznych i porównań. Ta recenzja będzie szybka, prosta, konkretna. Zupełnie jak materiał, którego dotyczy.

Zajmujemy się dziś bezimiennym splitem hiszpańskiego Teething i finduskiego Feastem. Materiał wydany został na siedmiocalówce przez EveryDayHate w kolaboracji z L’Inphantile CollectiveTu Pa Tu Tu Pa Records (nie, to nie są losowe sylaby). Macie tu po trzy kawałki od każdej grupy, co daje zatrważająco wpierdologenne <dziesięć minut słuchania.

Teoretycznie pierwszy swój materiał prezentuje Teething. Hiszpańskie punki może i nie grają długo, ale nadrabiają jakością materiału. Starczy powiedzieć, że na ich temat bardzo pozytywnie wypowiadają się tuzy pokroju Shane’a Embury’ego i J.R. Hayesa. Po przesłuchaniu ich części, zupełnie się temu nie dziwię. Chłopaki zasuwają, aż miło się macha łapami. Tu nie ma mediacji, kompromisów i podobnych bzdur. Jest wściekły hardcore punk pomieszany z grindcore, i może odrobinką powerviolence. Cóż mogę powiedzieć, ten materiał po prostu nosi. Dear Martha napakowana złością od lewej do prawej, wkurwiony You Live a Life You Don’t Like, ale przede wszystkim Shittiest Generation to dokładnie to, czego się od tej muzy spodziewam. Agresja, energia, moc, a końcówka Shittiest Generation jest najbardziej moshogennym materiałem, jaki słyszałem od dłuższego czasu.

Potem kolejną część zajmują Fińczycy. Feastem gra już czysty grindcore. Pierwszym, co rzuca się w uszy, jest ciut inny sposób nagrania. Nie, żeby było to coś złego, bo i Teething i Feastem brzmią klawo. Co znaczy, łatwo rozpoznać zmianę materiału nawet dla laika. Muzycznie jest nawet szybciej, mimo, że kompozycje są dłuższe. Blasty zasuwają jak pociski z kałacha, wokal drze japę, a nad wszystkim unosi się zapach buntu i dalej agresji. Z utworów tu prezentowanych najlepiej wypada Parasite Zero, chociaż podoba mi się też mocno negatywna atmosfera najdłuższego na splicie Stitches. Materiał też stoi na wysokim poziomie, chociaż osobiście wybieram spańców. 

Jednym z wyznaczników dobrej muzy jest czas, który pożera. Ja mijania tych niecałych dziesięciu minut nie zauważyłem. Splicior przykuł moją uwagę, wytarmosił za mordę, naładował powerem i pozostawił bardzo dobre wrażenie. Kolejny świetny grindcore’owy materiał w mojej kolekcji i kolejna płyta, którą polecam jako budzik. Krótki, sensowny, treściwy foniczny wpierdol, nie ma co gadać więcej.

Ocena: 8,5/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .