Temple of Dread to niemieckie trio, które w błyskawicznym tempie atakuje metalowy rynek. Grupa została powołana do życia w 2017 roku, by do 2021 mieć już na swoim koncie trzy pełne krążki. Ostatni, na którym skupię się w tekście, został wydany 23 lipca zeszłego roku z logo Testimony Records i nosi tytuł Hades Unleashed.
Zapoznając się z albumem i ogólnie z zespołem (jest to mój pierwszy z nim kontakt) zauważyłem małe zakłócenie mocy. Temple of Dread reklamowane i opisywane w recenzjach jest jako death metalowy band, w niektórych tekstach natrafiłem nawet na określenia, iż zespół obraca się w rejonach amerykańskiego death metalu. Powiem szczerze – nie łapię tego. Od pierwszych sekund Hades Unleashed słyszę siarczysty, nowoczesny thrash, który oczywiście zahacza o wpływy muzyki śmierci, ale nadal będę się upierał, że dla mnie to, co można znaleźć na krążku, to thrash.
Album trwa niemal czterdzieści minut, podzielony jest na dziewięć tracków, z których każdy jest killerem w swojej wadze. Utwory są jadowite, szybkie i kąsają jak niestrudzone komary w letni wieczór. Kompozycje utrzymane są w średnich i szybkich tempach, trzeba je dobrze poznać, by wyłapać w nich bardziej charakterystyczne momenty – ale najważniejsze, że jest to możliwe. Mój pierwszy odsłuch zakończył się wnioskiem, że ten album jest cholernie „zwykły”. Nie uderza fajerwerkami, zaskakującymi partiami czy tonami ciężarów, jednak reprezentuje sobą najprawdziwszy metal i mam wrażenie, że każdy, kto da mu szansę, zrozumie o czym piszę. Jest to muzyka, przy której ma się chęć zwinąć dłoń w pięść i ją podnieść w górę z podkową na pysku w stylu Abbatha. Jest coś w tych siarczystych, drapiących gitarach i sposobie tworzenia riffów, że chce się krzyknąć „Metal to Piekło!” i jak dla mnie nie ma lepszego komplementu dla metalowego muzyka. I te słowa mogłyby wyczerpać temat, aczkolwiek dodam, że Hades Unleashed kierowałbym do fanów takich załóg, jak Defleshed, Legion of the Damned, Aura Noir czy nawet Onlsaught. Zespół czasami w bardzo miły sposób nawiązuje riffami do Slayera by w mgnieniu oka przeskoczyć w blast kojarzący się z Vaderem. Wszystko to ocieka rock n’ rollowo diabelskim duchem Venom i niech mnie piorun trafi, jeżeli te słowa nie zachęcą Was do sięgnięcia po nowe dzieło Temple of Dread.
Ocena: 8.5/10
Temple of Dread na Facebook’u.
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
- Immolation – „Descent” (2026) - 29 marca 2026
Tagi: 2022, death/thrash metal, Hades Unleashed, recenzja, review, Temple Of Dread, Testiomony Records, thrash metal.






