Jest coś takiego w ludzkiej naturze, że fascynują nas zjawiska ohydne, groteskowe i obrzydliwe. Może niekoniecznie każdego i nie do końca w ten sam sposób, ale jednak. Bo jak inaczej wytłumaczyć fenomen obrazów Beksińskiego, ogromną popularność horrorów typu „gore”, a dawniej freak showów? Jest w paskudztwie coś przyciągającego – i tyle. A jeśli zgadzacie się z tym twierdzeniem, to może być to płyta dla Was.
Enigmatyczne szwedzkie trio, często wpychane jest w black metalową szufladkę, ale to nie do końca tak. Terra Tenebrosa to projekt, który z black’owej estetyki wprawdzie czerpie, ale mniej, niż mogłoby się wydawać. Ich debiutancki The Tunnels to bardziej klimaty noise i drone, na drugim, ostrzejszym The Purging pojawia się już więcej post-metalowego łomotu. Najbardziej w kierunku black metalu idą wokale, miejscami skrzekliwe, miejscami zaś groteskowo i szyderczo zniekształcone, faktycznie powodujące czasem ciarki na plecach. Muzycznie Terra Tenebrosa to jednak bardziej noise’owo sludge’owa maszyna. Na The Reverses słychać to jeszcze lepiej, bo to najostrzejsza płyta Szwedów. A jednocześnie, na swój pokrętny sposób, najbardziej przystępna. Choć może w przypadku takiej muzyki, to nieszczególnie fortunne określenie…
Dla mnie, The Reverses, to coś na kształt soundtracku do wyjątkowo sugestywnego, przepełnionego brudem i obłędem koszmaru. To nie jest coś, co nastawicie sobie do obiadu, albo na imprezę, chyba, że macie naprawdę mocny żołądek, albo chcecie dać do zrozumienia gościom, że powinni już wyjść – najlepiej oknem. Brzmienie jest potężne i przybrudzone, a jednocześnie selektywne – co jest szalenie istotne, bo jest tu cała masa pochowanych w tle dźwięków, smaczków i efektów, które można odkrywać, gdy dobrze się wsłuchać. Najprostszy w konstrukcji, jest marszowy i wbijający w ziemię, rewelacyjny The End Is Mine To Ride. Jedynym łagodniejszym akcentem jest z kolei Exuvia, oparta na hipnotycznym i podstępnie łagodnym, gitarowym motywie, jednak z czasem przeradza się w noise’ową ścianę dźwięków. A taki Marmorisation to spore spowolnienie i niemal doom’owe klimaty. Jednak punktem kulminacyjnym tej płyty jest ostatni Fire Dances. Siedemnaście minut – jak to zobaczyłem to przejęła mnie autentyczna zgroza. Toż to się będzie ciągnąć jak smarki po ścianie! Tymczasem nic z tego – tutaj obłęd, groza i wściekłość sięgają apogeum, aż do transowego, monumentalnego zakończenia.
The Reverses to materiał przepełniony pierwotną energią – zdecydowanie nie pozytywną, ale na swój sposób oczyszczającą. Jeśli lubicie od czasu do czasu zajrzeć, do muzycznej krainy, gdzie królują zaklęte w mocniejsze dźwięki szaleństwo i horror, to czeka Was interesująca podróż. Nie mówię, że miła i przyjemna, ale interesująca. A tym ciekawsza, że trudna do jednoznacznego, gatunkowego zaszufladkowania.
Ocena: 8/10
- TVINNA – „One in the Dark” (2021) - 1 marca 2021
- Ols – „Widma” (2020) - 29 kwietnia 2020
- Oranssi Pazuzu – „Mestarin kynsi” (2020) - 16 kwietnia 2020

