Uwielbiam takie albumy! Nie, żebym słuchał ich tylko i wyłącznie dla przyjemności. Wręcz przeciwnie – ta muzyka jest jak kamyk w bucie, który uwiera, ale jednocześnie zmusza do tego, by się zatrzymać. Płyta Figura od Słoweńców z The Canyon Observer to rzecz, która może podzieli słuchaczy. Spore grono nie da jej drugiej szansy. Muzycy bawią się tu dysonansami, wzbudzają dźwiękowy chaos, a ten nie zawsze zostaje ujarzmiony. Momentami Słoweńcy drażnią świadomą kakofonią, choć w sposób technicznie biegły, a formalnie intrygujący.
Poprzednie wydawnictwa grupy mieściły się jeszcze w kanonach sludge/post-metalowego grania. I choć na albumie Figura również mamy fragmenty bliskie klasykom konwencji, całość otwiera okna na nowe muzyczne pejzaże. Dodaje to propozycji Słoweńców kolorytu i przestrzeni. Paradoksalnie dźwięki akustyczne – w nagraniach wzięły udział dwie wiolonczelistki – i noir/free jazzowe zabawy, zwiększają jeszcze siłę rażenia awangardowego hałasu. Samo zaproszenie w postaci numeru Dih wydaje się niewinne: śpiew ptaków, delikatne dźwięki gitary, ambientowe plamy, następnie lekko jazzujące wstawki, przywoływane z pomocą saksofonu altowego i barytonowego – jakbyśmy weszli do oazy spokoju, rzucili okiem na porzucony Eden, choć jednocześnie przeczuwali już zapowiedź nadchodzącej katastrofy. Później jednak instrumenty zaczynają ze sobą walczyć, czego rozwinięcie mamy już w kolejnej kompozycji Koža. Utwór z początku ma w sobie coś z szalonych propozycji King Crimson (ta rytmika i brzmienie skrzypiec!), a następnie zmierza ku formie kakofonicznej symfonii, rwanej, core’owej, brudnej i nieokrzesanej.
Muzycy z The Canyon Observer starają się z biegiem czasu utrzymywać słuchacza w napięciu i oczekiwaniu na trzęsienie ziemi. Udaje się to skutecznie, choć też na granicy kontrowersji i przyswajalności, przynajmniej w momentach rzeczywiście chaotycznych – nie zabrakło nawet świadomie irytującego kasłania wokalisty w kompozycji Križ. Ale jest tu też miejsce na pauzę, dronowe zwolnienie, uderzającą ciszę, czy klasycznie brzmiące smyki w zamykającej album miniaturze Jezik, które są jak plaster na rany odniesione w zderzeniu z dźwiękową ścianą.
Nie takie eksperymenty można spotkać w różnych odmianach muzyki noise’owej. KEN Mode już wcześniej spróbowali zderzyć sludgową awangardę z dźwiękami dętych instrumentów. Niemniej jednak dla wielu słuchaczy propozycja Słoweńców będzie jak przekroczenie muzycznego Rubikonu i wejście do strefy – przynajmniej we fragmentach – zdecydowanie niekomfortowej. Figura jest płytą awangardową, odważną, wielowymiarową, bezkompromisową, nagraną ze świadomością pewnego ryzyka. Znajdą się i tacy słuchaczy, którzy powiedzą, że jednak nie powiodło się. Właściwie trudno określić, kto jest dobrym adresatem tej muzyki. Na pewno nie są nimi osoby przyzwyczajone do pewnych schematów i szukające wyciszenia. Reszta nie przejdzie obok albumu The Canyon Observer obojętnie, choć mogą pojawić się skrajne opinie. I bardzo dobrze. Muzyka powinna budzić emocje.
Dla mnie Figura wędruje na listę ciekawszych wydawnictw ostatnich miesięcy. A czy będę do niej wracał? Nieczęsto. Czy da się iść jeszcze krok dalej? Będę wypatrywał wieści z obozu The Canyon Observer z niecierpliwością. Być może słuchając kolejnych krążków poczuję radość i obrzydzenie równocześnie.
ocena: 8/10
The Canyon Observer na Facebooku
Kapa Records na Bandcamp
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025
Tagi: 2023, alternative music, independent music, jazz metal, metal, metal from Slovenia, muzyka alternatywna, noir jazz, Noise Music, post-metal, recenzja, review, sludge metal, the canyon observer.






