The Haunting – „The Haunting” (2024)

Coś stuka, jęczy, rozkłada się w krzakach, a we wnętrzu domu o papierowych ścianach życie toczy się niepostrzeżenie przy parującym ramenie. Co z tego, że teściowa ma dwie głowy i właśnie zjadła kota?
Jakub Lisicki, tekściarz blackmetalowej formacji Voidfire, postanowił oddać hołd swym fascynacjom azjatyckim horrorem. Wydany w tym roku album jest dźwiękową pocztówką z egzotycznego świata grozy i szaleństwa. Dźwiękową właśnie, a nie muzyczną – podkreślam, bo na The Haunting muzyki jest jak na lekarstwo, nawet jak na standardy ambientowe. Czy to wada? Dla wielu tak. Bo jeśli ktoś lubi rozbuchane filmowe soundtracki, albo muzykę ilustracyjną pełną niuansów i emocjonalnych przeobrażeń, wtedy może się poważnie rozczarować, albo i znudzić. No, ale na CD rzecz została wydana w liczbie 22 sztuk. Jakub nie próbuje przypodobać się tłumom, nie rusza w trasę, pewnie nie udzieli setek wywiadów.

Japońska kultura cechuje się szlachetną oszczędnością formy. Niechże zatem album ten będzie chorobliwym haiku grozy. The Haunting to pewna dźwiękowa szarada. Tytuły poszczególnych utworów sugerują nastrój, klimat, przywołują obrazy. Razem z drobną dawką dźwięków przynosi to rzeczywisty efekt grozy – przynajmniej często. Dla przykładu w The arrival of the evil spirit miarowe, powracające stukanie w drzwi wywołuje ciarki na plecach. Ale trzeba się trochę wczuć, wytężyć wyobraźnię. Zapewne też niektórzy są bardziej podatni na podobne zabawy, inni pozostaną obojętni. „Muzyczne” impresje są tu formą gry i od słuchacza zależy, czy będzie chciał się zabawić. Co czai się w ciemnościach? Te ciche zawodzenia, mlaskania, jakieś głuche odgłosy nie robiłyby takiego wrażenia, gdyby nie pewne sugestie tytułów. Jednak cały czas miałem wrażenie, że da się intensywniej, dobitniej, z szerszym wachlarzem środków. Z drugiej strony mamy tysiące dark ambientowych projektów. Może wypada raz i w takiej formie – zgrzebnej i szalonej?

Nie wystawiam oceny, bo trudno ocenić muzykę, gdy jest jej tak niewiele. Wiem, wiem – i szelest może nią być, i nawet cisza. Doceniam jednak wysiłki Jakuba (sam musiał poddać się władaniu demonów wydając parę odgłosów). Ja w tę zabawę wchodzę, jako fan komiksów Junji Ito, jako osoba, która lubi azjatyckie filmy grozy, i w końcu jako fan gier fabularnych, poszukujący czasem nietypowych odgłosów i strasznego tła do sesji w konwencji horroru. I The Haunting to właśnie rzecz skierowana do osób mających nietypowe zainteresowania. Czyli do niewielu. Ale jak pisałem – to niekoniecznue wada.

Mam też nadzieję, że to dopiero pierwsze (nawiedzone) koty za płoty. Że w stronę szaleństwa da się jeszcze iść krok albo dwa dalej. Byle nie wpaść do studni, w której siedzi japońska upiorzyca… A może właśnie tam należałoby skoczyć bez wahania?

The Haunting na Bandcamp i Soundcloud

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .