Richie Kotzen jest muzykiem podróżującym po scenach świata z pewnym bagażem doświadczeń. Pierwszą kapelę założył w wieku lat dwunastu, a gdy osiągnął pełnoletność miał już na końce debiutancki album i podium pośród gitarowych nadziei według Guitar World Magazine. Współpracował z pudelmetalowym Poison, z którym to zespołem w 1993 roku nagrał album Native Tounge, po czym z powodów osobistych wyleciał ze składu z hukiem. Pod koniec lat 90., dołączył do Mr. Big (gdzie również nie zagrzał miejsca długo). Tworzył projekt z Mike’iem Portneyem z Dream Theater i Billym Sheehanem z Mr. Big pod nazwą The Winery Dogs. Ma na koncie sporo solowych, różnorodnych albumów, a koncertowo zjeździł cały świat, otwierając m.in. występy The Rolling Stones podczas ich trasy w Japonii.
Te wyliczenia (pobieżne, bo do tego CV można dorzucić jeszcze sporo punktów) są o tyle istotne, że na albumie Nomad słychać muzyczny eklektyzm, różnorodność i techniczną biegłość – ta zaś wynika z lat doświadczeń i scenicznego oraz studyjnego obycia. W tekstach przewijają się różne osobiste doświadczenia, a Richie dzieli się tymi refleksjami ze szczerością. Jednocześnie z różnych elementów udaje się zbudować bardzo spójny album. Jest tu i hard rockowa siła (Cheap Shot, On the Table), przebojowość i soulowe zacięcie (These Doors), pasja, techniczny popis i rytmiczny luz muzyki fusion, blues rockowa autentyczność, a nawet folkowa ballada zaśpiewana tylko z gitarą we własnych dłoniach (This Is a Test). Richie nie miesza jednak wszystkich swych inspiracji w każdej piosence, pozwala słuchaczowi na emocjonalną zmianę intensywności muzycznych doznań. Czasem jest tak, że artyści próbują różnych rzeczy, by przypodobać się jak największej liczbie słuchaczy. Tutaj mamy do czynienia z naturalnym ekstraktem własnych przemyśleń. Płyta jest krótka (niespełna 35 minut), ale dzięki temu dostajemy esencję twórczych możliwości Kotzena – nie ma na Nomad ani jednego numeru, który byłby wypełniaczem. A uwieść może tutaj każda piosenka, w zależności od naszego nastroju i preferencji, choć najbardziej usatysfakcjonowani będą miłośnicy tradycji.
Biorąc pod uwagę, że Richie sam zaśpiewał i zagrał na wszystkich instrumentach (z drobną pomocą zaproszonych gości), skomponował materiał, napisał teksty i wyprodukował te piosenki, efekt jest naprawdę dobry. Zwłaszcza, że słychać biegłość w każdej zagranej partii. Bardzo chciałbym, żeby takiej muzyki więcej znajdowało się w radio – przebojowość i chwytliwość idzie tu bowiem w parze z jakością. Owszem, nic nowego, nic zaskakującego, ale jednak ze znanych, różnorodnych elementów Kotzen ulepił jedną z tych płyt, na które warto zwrócić w tym roku uwagę. Świetna muzyczna podróż, w której przewodnikiem jest szorstki, zadziorny, ale zmysłowy głos Richie’ego oraz dobre muzyczne pomysły, wykonane z feelingiem.
ocena: 8/10
Oficjalna strona na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2024, album, american music, blues rock, BMG, folk, Hard Rock, Nomad, recenzja, review, Richie Kotzen, rock, rock'n'roll, songwriter.






