The Howling Eye – „List Do Borykan” (2023)

The Howling Eye przypominają mi ekipę z hippisowskiego autobusu, który przemierza pustynię Kalifornii, albo barwną cyganerię będącą za pan brat z absyntem i życiem paryskiej Bohemy. Ich twórczość wymyka się ramom i szablonom, a luźny styl bycia rzutuje nie tylko na muzykę. Jeśli lubicie na moment odlecieć z pomocą dźwięków, to kolejne wydawnictwo formacji, List do Borykan, powinno zwrócić Waszą uwagę. Wyrosły ze stonerowego i doomowego grania The Howling Eye kontynuuje swoją kosmiczną odyseję, zapuszczając się głębiej w krainę psychodelicznej łagodności. Debiut przyniósł sporo ciężkich riffów. Z czasem zespół poszedł w bardziej stonowane rejony. Na „Liście” trochę mocniej robi się pod koniec kawałka Medival – to zresztą dość nietypowy jak na ten album numer, trochę czerpie z klasyki polskiego rocka lat 80. i 90., ze skandowaniem w rodzimym języku. Space Dwellers, Episode I z kolei ożywia konwencję żwawszym, funkowym rytmem. Zaś trzecia odsłona tej podzielonej na części kompozycji przynosi taneczne boogie z klimatem amerykańskich dyskotek lat 70. Takie retro nawiązania zawsze były wyróżnikiem tercetu, więc nic dziwnego, że tutaj też się pojawiają.

Zespół przede wszystkim skupia się jednak na budowie transowych, niespiesznych struktur dźwiękowych, które dość konsekwentnie wciągają słuchacza w kosmiczno-narkotyczny wszechświat. Sekcja rytmiczna (Hubert Cebula Lewandowski – bębny, Miłosz Wojciechowski – bas i gościnnie Jonathan Garcia Valero – perkusjonalia) pulsuje aż miło. Jan Chojnowski podaje z pomocą gitary, programowo bez popisów, klimatyczne tematy, wspierając się klawiszami – odrobiną moogowych dźwięków uwzniośla efekt finalny. Wokal pojawia się tutaj nieczęsto, trochę zdawkowo, ale w sposób pasujący do klimatu. Teksty też raczej mieszczą się w hippisowskiej, luźnej konwencji, nie będąc najważniejszym elementem układanki. Na uwagę zasługuje produkcja – wszystko brzmi klarownie, zwiewnie, naturalnie. Mamy do czynienia z pewną formą performensu.

Ten programowy luz jest jednak bronią obosieczną. Nie ukrywałem nigdy, że The Howling Eye bardziej podobali mi się w swym mocniejszym wydaniu, gdy nagrywali (jeszcze przed maturą!) znakomity debiut. Senne podróże, luźne jamy, pewna nonszalancja – wszystko to, czemu zespół teraz folguje – są atrakcyjne, ale też do czasu. Ileż bowiem można błądzić po piwnicach z rozściełanymi na podłodze kwiecistymi dywanami, wpatrując się w brudny sufit i udając, że usłany jest galaktykami? Ja na przykład czuję pewną dozę znudzenia – znając poprzednie dokonania tercetu – choć doceniam warsztat i samozaparcie. Dostałem  opium, jest sympatycznie, ale ta sama dawka przynosi z czasem mniejszy efekt. Fajne te pejzaże, ale już ja oglądałem. Pewne próby wyjścia z konwencji niby urozmaicają List do Borykan, ale za to wybijają nieco z tripu, który jest serwowany.

Jednocześnie jestem pewien, że ten sposób grania, snujący się, jakby improwizowany, okraszony odlotami i z tantrycznymi w swej strukturze rytmami, stworzony jest do występów live. Materiał z Listu do Borykan najlepiej zabrzmi w takim wydaniu. Światła, stłoczeni ludzie, klimat, zapach kadzidełek i woń ziół – wszystko to podniesie doznania. Płyta jest niezła, ale zapewne zawarta na niej muzyka wiele zyskuje w bezpośrednim kontakcie z kapelą, gdy dodatkowe zmysły są uruchomiane. Radzę śledzić, czy grają gdzieś w okolicy. Kontakt z The Howling Eye może być doświadczeniem na poły mistycznym.

Ocena: 6/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku
The Howling Eye na Bandcamp

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .