Zachęcony tagowaniem The Throne takimi frazami jak „d-beat” albo „punk”, oraz podobną laurką ze strony Naczelnego, rzuciłem się na najnowszy album Szczecinian ze śliną na pysku. Dopiero w chwili wciśnięcia przycisku play w głowie zapaliła mi się lampka pełna wątpliwości. No właśnie, zostałem perfidnie oszukany. Ale nie żałuję.
Frail Threads jest drugim pełnograjem The Throne i zawiera dwadzieścia sześć minut muzyki mrocznej i ciężkiej jak jestestwo Magdy Gessler. By być dokładnym, określiłbym ją jako sludge’owy post-metal z pewną dozą hardcore’u. Wydawnictwa podjęło się Unquiet Records.
Główną cechą tej płyty jest przygniatający i nasycony ciemnością klimat. Nie ma tutaj rozjaśnień i złagodzeń, tak częstych dla muzyki postnej, mrok dominuje przez całą płytę. Zazwyczaj nieśpiesznie wydusza z słuchacza powietrze, choć zdarzają się też szybsze, bardziej hardcore’owe tempa. W takich chwilach The Throne przypomina mi Fall of Efrafa, oczywiście w bardziej obłąkanej i nieposiadającej króliczków wersji. Jest to płyta przygnębiająca. Wszystko tu brzmi dość smutno (wspomnijmy wstęp do Self Harm albo melancholijną drugą część Observer), niekiedy odbiegając w nieco wścieklejsze zagrywki (wkurzone, najbardziej na całej płycie punkowe Frail Threads). Wszystkie numery bardzo płynnie przechodzą w kolejne, nie łamiąc atmosfery od druzgoczącego wejścia basu na początku Cursed aż do wygładzającej wszystko końcówki V.
Podczas tworzenia wstępnych planów tego tekstu, kilkukrotnie łapałem się na tym, że recenzja wychodziła zbyt krótka. Co prawda, nie jestem koneserem post-metalowych klimatów, jednak to nie to okazało się być źródłem problemu. Doszedłem do wniosku, że przyczyną jest budowa numerów. Składają się z prostych melodii, brak tutaj dodatkowych ozdobników. Uznaję to raczej za plus, dzięki temu płyta jest mocniejsza, z drugiej strony jednak nie można nic konkretnego o niej powiedzieć. Większość zagrywek wydaje się być po prostu zwykłymi motywami. Owszem, świetnie połączonymi, nasyconymi hektolitrem emocji, ale jednak, poza wspomnianym początkiem Cursed, nie ma tu ani jednego fragmentu, który bym zapamiętał. Ten swoisty minimalizm to kolejny czynnik, który sprawia, że Frail Threads lepiej słuchać w całości.
Powiedzmy jeszcze coś o brzmieniu płyty: jest grube. Odpowiednio muliste, ciężkie, w właściwych momentach jednak wystarczająco przejrzyste. Bardzo dobrze zgrywa się z klimatem nagrania, dodając własną cegiełkę do miażdżącej atmosfery. Także muzycy nie popełniają gaf, i jeżeli miałbym się tutaj do czegoś przyczepić, to byłby to wokal prowadzący. Chociaż nic konkretnego do zarzucenia tu nie mam, ot, zwykła kwestia gustu. Wyjątkowo też dodam, że wydanie fizyczne jest wyjątkowo ładne. The Throne przyszło do mnie opakowane w karton przepasany banderolą z nazwami. Okładka i inlay wyglądają na tym nieziemsko, choć nie jestem pewny, czy szorstki papier jest dobry dla samej płyty. Cóż, zakładam, że producent zna się na tej materii lepiej.
Choć zostałem perfidnie oszukany, to nie żałuję. Nie żałuję też zagłębienia się w nurt, od którego zazwyczaj trzymam się z daleka. Klimat i czerń muzyki The Throne spodobał mi się dużo bardziej niż zbędne i wydumane, topione w dziesiątkach efektów wybiegi reszty post-stawki. Sprawdź, jeżeli przede wszystkim cenisz w dźwiękach atmosferę. Nawet jeśli, niczym niżej podpisany, na co dzień gustujesz w grindpatologii. Choć bardziej zaznajomieni z tematem słuchacze raczej będą mieli odmienną opinię.
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2017, Frail Threads, hardcore, kapitan bajeczny, post-metal, recenzja, sludge metal, The Throne, Unquiet Records.






