Pustynny Karnawał na początku jesieni? Jasne, że tak. 14 października ujrzy światło dzienne debiutancki album olsztyńskiej formacji Traffic Junky. Ja jako szczęśliwiec mogę posłuchać wcześniej i napisać kilka słów o tym wydawnictwie. Zespół może wydawać się nieznany. Jednak w pewnych kręgach uchodzi za przyzwoitą markę. Na markę trzeba zapracować jakością i grać bardzo dużo koncertów. Od powstania zespołu w 2013 r. chłopaki odwiedzili różne ciekawe miejsca. Po drodze nagrali dwie bardzo dobrze przyjęte EP-ki i utwory z tych krążków często są grane na koncertach. Siłą rzeczy po uzbieraniu funduszy, przyszedł czas na pełnowymiarowy debiut. Nagrany w warszawskim studiu JNS, jest tym na co ich fani czekali od dłuższego czasu. Po zapowiedziach samych muzyków miało być ostro, rockandrollowo i przede wszystkim świeżo. Jak jest? O tym poniżej.
Album Desert Carnivale jest bardzo ładnie wydany. Po raz kolejny polski zespół wydając swoim sumptem CD, dba o szczegóły i ładną grafikę. Jest tajemniczo, mrocznie i przede wszystkim ciekawie. Okładka jest idealnym dopełnieniem, tego, co znajdziemy w środku tego uroczego digipacka. Wciąga i przyciąga wzrok, i to bardzo.
Men Behind The Sun to pierwszy utwór, który zaczyna się samplami i gitarą rozkręcającą się w tle. Musimy trochę poczekać, zanim usłyszymy wokal Darka Krasowskiego. Człowieka, który zrobił świetne wokale na tej płycie. Dykcja i wszystkie liryki to klasa światowa. Każdy, absolutnie każdy numer wciąga z niesłychaną siłą. To jak dobra książka, którą czytać możemy w wieczność i się nie nudzi. Oprócz bardzo dobrego wokalu w parze idą inne instrumenty. Gitara jest bardzo dominująca w każdym utworze. Ona kreuje, łagodzi i kopie jak trzeba. Men Behind The Sun ma jeden z najlepszych refrenów na tym krążku.
Kawałki numer dwa i trzy w postaci The Ones That We Want i Dignity rozpędzają hard rockową maszynę. Są tam dobre i zapadające w pamięci riffy, a każdy o innym odcieniu. Jest pulsujący solidny bas i bębny rozwalające ściany. Czego chcieć więcej? Każdy tekst ma niepowtarzalny przekaz i każdy dźwięk jest mocno dopracowany. Po dwóch poprzednich killerach czas na utwór tytułowy – Desert Carnivale. Jak dla mnie taki karnawał mógłby trwać bardzo długo. Kawałek ma swój flow, na początku spokojnie i na cleanie, aby później docisnąć fuzza na maksa. Takich płyt nam potrzeba !! Cieszy mnie, że coraz więcej kapel nie patrzy na trendy, a robi swoje.
Utwory, które robią niesamowitą robotę to Evil Woman, Little Boy i One Shot One Kill. W tych kompozycjach jest absolutnie wszystko. Pomachamy włosami, usłyszymy melodyjne solówki i poczujemy ducha hard rocka lat 70-tych oraz klimatów grungowych spod znaku wczesnego Pearl Jam i Alice In Chains. Bardzo fajna mieszanka, która powinna zadowolić fana takowych kapel.
Jest to bardzo udany to krążek i podoba mi się najbardziej spośród z polskich premier w 2016 roku. Warto sięgnąć po tą płytę jeśli lubicie szczerość i fajne muzyczne pomysły. Traffic Junky zabierze was w muzyczną podróż od Sabbathowych riffów do klimatów z Seattle. Kapitalna pozycja na polskim rynku wydawniczym. I na koniec Evil Woman… Burn me alive Evil Woman… I’m loosing my mind…
Ocena 10/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017
Tagi: Dariusz Krasowski, Desert Carnivale, grunge, Hard Rock, olsztyn, recenzja, review, stoner rock, Traffic Junky.






