Trauma – „Acrimony” (2021)

Będzie krótko. Nowa Epka Traumy będzie miała swoją premierę już 30 kwietnia nakładem Selfmadegod Records. Jest to kontynuacja płyty Ominous Black wydanej niedawno, bo w zeszłym roku niemal w tym samym okresie. Na Acrimony składają się cztery kompozycje, w tym jedna powtórka i cover, dające razem niecałe 25 minut muzyki. W tym momencie pojawia się pytanie, czy warto się zainteresować tym materiałem. W moim uznaniu tak. Kawałki, które nie weszły na pełen album, dają radę bezapelacyjnie. Słuchając ich, mam wrażenie, że zostały przekazane na EP z powodu nieco większej melodyjności względem płyty. Utwory utrzymane są w znanych już fanom klimatach, bo było już kilka takich epizodów w dyskografii Traumy, ale dla przykładu ja z tą twarzą zespołu problemu nie mam. Kompozycje są rozbudowane, można rzec – ubite i bogate w środki, przez co na Acrimony w tak krótkim czasie dzieje się wiele. Już otwierający Internal Sacrifice zdradza, że będzie nieco bardziej klimatycznie, a reszta kawałków utrzymuje te standardy. Singlowy Reign of Terror jest idealną przesłanką płyty. Wraz ze wspomnianym otwieraczem to jedyne premierowe kompozycje, ale w pełni wystarczają, by zrobić przysłowiową robotę. Dalej znany już z Ominous Black song The Godless Abyss otrzymuje drugą szansę, i szczerze mówiąc, odbieram go nieco inaczej niż na albumie. Tam ginął w całości, a na Ep pełni ważną rolę, atakując z drugiej pozycji z lekko zmienionym aranżem, przez co jest też ciekawym kąskiem dla maniacs.

Płytkę zamyka cover zespołu Gorefest o tytule Reality When You Die. Utwór w oryginale uwielbiam, a jego wersję koncertową z The Eindhoven Insanity wielbię. Znam już wersję Traumy z koncertów, wspieram pomysł całym sercem i cieszę się na ten mało oryginalny pomysł. Gorefest, niby lubiany w naszym kraju, na pewno nie przysparza takich reakcji na gigach jak wybory w stylu Kreator czy Slayer, ale dobre rzeczy należy przypominać. Nie będę ukrywał, że dziwnie mi się słucha tego coveru, moje uszy są tak obsłuchane starymi wersjami, iż ta nowa nie chce się do końca przebić przez ścianę nostalgii, ale nie mam wersji Traumy nic do zarzucenia. Klimat oryginału został utrzymany, wszystko się zgadza.

Od czasu podpisania papierów z Selfmadegod rozkwita nam ta Trauma. Cieszę się, że w końcu zespół natrafił na label, który go wspiera i realizuje jego pomysły. Acrimony to bardzo fajny dodatek do dyskografii death metalowych weteranów i ujmy na honorze im nie przyniesie. Mam nadzieję, że dalsza współpraca przyniesie obu stronom satysfakcjonujące efekty, a my, czyli fani, będziemy zadowoleni z tej muzyki przez kolejne długie lata.

Ocena: 9/10

Trauma na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .