Trauma – „Ominous Black” (2020)

Jakoś tak się układa nasza scena, że wytwórnia Selfmadegod została głównym podawaczem już nie tylko grindu, ale i death metalu, wyłapując co ciekawsze pozycje lub zasłużone załogi. Już w kilku moich tekstach pozwoliłem sobie na narzekania na obecny stan rzeczy w polskim metalu i ciężko ominąć temat zepchnięcia death metalu na margines sceny przy okazji pisania o nowej płycie weteranów z Traumy. Zespół ten jest dla mnie symbolem niedocenienia i pomijania przez organizatorów festiwali. Kompletnie nie jest dla mnie zrozumiałe jak kapela z takim bagażem, z dyskografią niemal pozbawioną wpadek i utrzymującą równy poziom może znajdować się w sytuacji, w której musi walczyć o kawałek sceny. Fakt, w naszym kraju składy z gatunku „no image” nigdy nie miały brania (poza Vader), no ale bez przesady. To jest muzyka! Tu ma się grać, a nie skupiać na ubrankach i farbkach do twarzy. Odpowiednia prezencja musi być, wiadomo, lecz mam wrażenie, iż gdzieś tu się balans przestawił i muzyka zeszła na drugi plan, co mnie wyjątkowo uwiera. To tytułem wstępu.

Do meritum. Z dniem 6 marca br. roku ukaże się 8 krążek moich ulubieńców z Elbląga, czyli Traumy. Płyta nosi tytuł Ominous Black i jest następcą wydanego aż siedem lat temu Karma Obscura i w moim odczuciu jest jej naturalną konsekwencją. Zespół na wysokości Neurotic Mass i Archetype of Chaos przekroczył pewien próg eksperymentu, który na Karma Obscura został jakby wchłonięty przez bardziej klasyczny styl, tworząc nową jakość. Ominous jest kolejnym krokiem w kierunku łączenia stylu zespołu z czasów Imperfect Like a God z lotami w nieznane. Dwa ostatnie krążki łączy również fakt, że nie wchodzą przy pierwszym słuchaniu, przynajmniej u mnie tak było. Album pomimo wielu chwytliwych patentów, zmusza do sporego zaangażowania słuchacza podczas odsłuchu. Mister tym razem pozwolił sobie na sporo old school death metalowych riffów, dosyć typowych, ale łatwo zapamiętywalnych. Urozmaicił je zagrywkami mocno wychodzącymi poza ramy metalu śmierci, wpuszczając nowoczesność, a także odrobinę chaosu, łapiąc od czasu do czasu gryf w podobny sposób do Blasphemera z legendarnego Mayhem, co pewnie niektórym przywoła skojarzenia z Behemoth czy Hate. W przypadku Traumy nie jest tego tyle, co w wymienionych załogach, ale wystarczająco dużo, by to bez problemu wyłapać. Można takie patenty zauważyć już choćby w środkowej części otwierającego płytę Inside the Devils Heart, który notabene ładnie rozpoczyna i niszczy na tak zwanym starcie. Kolejnym utworem, na który zwróciłem uwagę jest trzeci z kolei Astral Misanthropy, który miałem okazję usłyszeć wcześniej w wersji live. Moje pierwsze odczucia poszły w klimaty Scourge of Iron Cannibal Corpse i podtrzymuję tezę, iż ten kawałek ma podobną charakterystykę do walca rzeźników z Florydy. Jest ciężki, masywny, na żywo wgniatający w ziemię. Każdemu zespołowi życzę takiej kompozycji w swojej setliście. Do moich ulubionych zaliczę także The Godless Abyss, który atmosferą według mnie silnie zbliża się do płyty Neurotic Mass. Riff rozpoczynający ma coś z tych lekko „gojirowych” wpływów, które dało się wtedy wyłapać w kompozycjach Traumy, a aranż jest jakby w podobny sposób zagęszczony i udziwniony. Mocny cios i jak dla mnie materiał na singiel.

Żeby nie przesłodzić, muszę niestety zwrócić uwagę na brzmienie płyty. Fakt, wszystko jest na swoim miejscu, jest mocno i czytelnie, ale też jest jakby skostniale. Trauma korzysta z usług braci Wisławskich od dwudziestu lat i jak dla mnie najwyższy czas spróbować czegoś nowego, odświeżyć styl nie tylko poprzez nowinki muzyczne, ale i inne spojrzenie na sound. Wpuściłbym tu trochę brudu i namieszał w tych perfekcyjnie odegranych partiach, by wzmocnić atak na uszy odbiorców, wzbudzając jednocześnie konsternację u zatwardziałych fanów grupy.
Oczywiście są to moje przemyślenia, a każdy ma prawo wyrobić sobie własne zdanie o Ominous Black. Pewne natomiast jest to, że każdy szanujący się death metalowy maniak musi sprawdzić ten album, ponieważ Traumie się to po prostu należy.

Ocena : 8/10

Trauma na Facebook’u.

(Visited 8 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .