V: XII – „Rom, Rune and Ruin: The Odium Disciplina” (2020)

  •  
  •  
  •  
  •  

Pochodzący ze szwedzkiego miasta Gothenburga niejaki Daniel Jansson jak do tej pory poświęcił swe muzyczne życie sztuce bardzo mrocznej. Posiadając już dwa odjechane projekty Deadwood (black/industrial) i Culted (doom/industrial), znalazł czas na kolejny. Nazwał go V: XII i w marcu tego roku wraz z wytwórnią Aesthetic Death dostarczył nam jego debiut zatytułowany Rom, Rune and Ruin: The Odium Disciplina.

Nie jest to muzyka dla wszystkich, oj nie jest. Jansson uderza swoimi dźwiękami w bardzo wąskie grono maniaków, nie poszukując uznania u każdego. Rom, Rune and Ruin: The Odium Disciplina zbudowana jest na wielce ascetycznym kręgosłupie, w której prym wiedzie przesterowany, odhumanizowany growling. Znaczna część materiału jest bardzo oszczędna w środkach, ale w całości wywołująca uczucie niepokoju i złowieszczego nastroju. Generalnym i głównym nurtem muzycznym uprawianym przez V: XII jest ambient, dark ambient czy też dark wave. Jego złowrogi klimat podejrzewam, że można spychać na barki miłości twórcy do black metalu, aczkolwiek bezpośrednich wpływów poza użyciem krzyków na płycie próżno poszukiwać. Album jest w pełni stworzony na syntezatorze, i ma więcej wspólnego ze ścieżkami dźwiękowymi filmów grozy niż z metalowym instrumentarium.

Metalowy na pewno jest jego „zły” klimat, przez co do fanów tej sceny bym kierował muzykę zawartą na Rom, Rune and Ruin… Krążek jest także bardzo „zimny”, mogą na niego z aprobatą spojrzeć fani twardego industrialu. Generalnie czego by nie pisać należy przyznać, że jest to płyta, która oferuje przede wszystkim klimat. Dokonywanie rozbioru na części pierwsze mija się z celem, należy po prostu słuchać i upajać się atmosferą. Odbieram ją jako bardzo jesienno-zimową i polecam jako soundtrack do lektury wszelakiego rodzaju. Oszczędność w środkach i wycofanie stawia ją na idealnej pozycji tła dobrej książki.

Ocena: 8/10

Daniel Jansson na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , , , .