Polska myśl rockowa wędruje często różnymi dziwnymi meandrami, z czego rodzą się rzeczy i wybitne, i miałkie. Zawsze cierpieliśmy – przynajmniej jeśli mowa o mainstreamie – na brak mocnych, garażowych, hard rockowych kapel, które opierają swe muzyczne pomysły na solidnym, zadziornym riffie.
Zespół Vibrant stara się sprostać tym brakom. A skoro tak wiele mówiło się w zeszłym roku o Chemii i jej świetnej płycie, tego typu granie (w przypadku siedlczan mocniejsze nieco i bardziej niepokorne, także tekstowo), to czemu nie każdy zasługuje na podobną uwagę mediów i fanów? Brak szczęścia albo miliona na promocję? No cóż, myślę, że udane koncerty i „poczta pantoflowa” mogą czasem zdziałać cuda, więc liczę, że Vibrant się wkrótce przebije do świadomości rockowego słuchacza. Chłopaki „papiery na granie” mają, stoi za nimi doświadczenie – wystarczy wspomnieć, że gitarzysta Leszek Kowalik pogrywa w zespole Michała Jelonka – a także wciąż świeże (w sensie: pozbawione odtwórczej rutyny) podejście do rocka, co słychać doskonale na ich debiutanckiej płycie The Hell Is Around Me.
Utwory zawarte na albumie to solidne, rock’and’rollowe granie, czasem z niemal metalowym doładowaniem, czerpiące z riffowej szkoły lat 90. Nic nowego, ktoś powie, ale nie chodzi tutaj o odkrywanie nowych lądów, a solidną dawkę hałasu. „Pani będzie zadowolona”, można rzec. Muzycy to rzetelni fachowcy – od pierwszego przesłuchania wiadomo, że nie mamy do czynienia z amatorami. Piosenki opierają się na konkretnych, pozbawionych ozdobników riffach, które napędzają pokrytą smarem machinę. Kowbojski wstęp w Angry Blast, a potem to już śmiało i z przytupem do przodu – zresztą większość kawałków kipi od energii (by wyróżnić utwór tytułowy lub Erection Injection (Succubus song)).
Żeby nie było nudno, pojawiają się też miany tempa, solówki, bardziej melodyjne wstawki. Całość materiału jednak – co podkreśla też porządna, ale jednocześnie surowa produkcja – zamknięta jest oczywiście w pewnych kanonach, i trudno tu szukać urozmaiceń w postaci romantycznej ballady (no chyba, że liczyć spokojniejszą zwrotkę What is All About) albo modnych corowych naleciałości (co nie oznacza, że miło nas nie „szarpnie” riff w Stoned Like a God). Ale po co to komu? Mamy za to – na przykład – bardziej stonerowe granie, czego przykładem Sons of the Night. Nie wiem, czy ktoś odczyta to jako komplement, ale piosenka mogłaby się znaleźć na Load Metalliki. Ja lubię tę płytę, nawet bardzo, więc to żaden przytyk.
Teksty, poruszające głównie tematykę bliską rock and rollowym wzorcom, dopełniają dzieła. Może więcej prób z polskim tekstem (jak w serwowanej na koniec piosence Rokendrol)? W mocnej, garażowej oprawie wypadło to przekonująco, tym bardziej, że szorstki wokal Kowalika „daje radę”. Także do boju Polsko!
Ocena: 7,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku: https://www.facebook.com/VibrantSiedlce
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: garażowy rock, Hard Rock, nowa płyta, recenzja, siedlce, stoner rock, Vibrant.






