Rzadko kiedy zdarza się sytuacja, w której jakaś płyta wywiera na mnie tak duże wrażenie, że nie wiem, co mógłbym o niej napisać. Muzykę czuję, zresztą tak, jak się powinno, pikawką, niemniej w przeciągu mojej kariery pismaczej nie trafiłem jeszcze na materiał, o którym nie mógłbym rzucić choć kilku konkretów. Do dzisiaj. Nowa płyta Wake okazała się dźwigać ładunek emocjonalny, który zmiótł mnie bardziej niż amerykańce Hiroszimę.
Trochę dziw, że wcześniej o tym zespole nie słyszałem. Ta kanadyjska grupa nie gra może zbyt długo, jednak zdążyli już wydać dwa pełniaki, EP-kę i garść splitów, oraz kilkukrotnie przejechać się po świecie. Sowing The Seeds Of A Worthless Tomorrow jest ich trzecim albumem, wydanym przez EveryDayHate. Zawarto tu osiem utworów (za oprawą których stoi Joel Grind, nadmienię) składających się na dwadzieścia minut muzyki. Niby krótko, ale mam przeczucie, że większe dawki mogłyby mieć działanie szkodliwe. I nie chodzi wcale o uszkodzenie słuchu.
Płyty jest wręcz przechuj mocna. Napakowana emocjami tak gęsto, że bardziej już chyba się nie da. Do tego same emocje są ciężkie, dławiące. Razem daje to materiał miażdżący bardziej niż montypythonowskie 16 ton. Choć po odsłuchu wcale mi do śmiechu nie jest. Sowing The Seeds Of A Worthless Tomorrow jest jednocześnie tytułem i myślą przewodnią tej przepełnionej rozpaczliwą furią płyty. To kolejny manifest marności ludzi i nadchodzącej zagłady. Tym razem podany na wściekło i gorzko, gdyż Kanadyjczycy żadnej przyszłości nie rysują. Są pełni gniewu i smutku, wręcz biją nim wokół. Ciężko powiedzieć, którego z tych dwóch czynników jest tu więcej. Obstawiałbym depresję, którą emanuje, świetna skądinąd, okładka, a którą czuć później przez Drones, przez miejscami doomowe Better Living Through Apathy, przez świetne, molowe intro i outro Low, aż do kapitalnie przemyślanej końcówki płyty, i równocześnie ostatniego Endless Decay. A może jednak więcej tu wkurwienia, objawiającego się przez wściekłe kanonady blastów, pogoń i prędkość, punkowe fragmenty typu Unrelenting Hate i grindcore’owe, jak Vultures? Koniec końców, sami musicie to stwierdzić.
Płyta kojarzy mi się z Brutal Truth. Nie do końca muzycznie, choć i jedni i drudzy miksowali style. Bardziej chodzi mi o dzikość, o agresję, jaką można znaleźć na Extreme Conditions Demands Extreme Responses. Tu jest podobnie. Muzycznie Wake jest bardzo trafioną mieszaniną. Prócz wyżej wymienionych, znajdziecie tu też inne, na przykład blackowe wątki. Bazą jednakże pozostaje grindcore i hardcore. Produkcję mogę tylko chwalić.
Próbuję teraz coś wymyślić na temat wad płyty. Ma ich kilka, nie powiem, że nie. Zdarzają się fragmenty tak chaotyczne, że trudne w odbiorze. Nie pomaga perkusja, która czasem zagłusza ścieżki gitar. Od biedy można się przyczepić do wokalu, że przez całą płytę robiony na jedno kopyto czy cośtam. Tylko po co, skoro pomimo tych wad Wake osiąga to, co zamierzyli? Nie wpływają one na meritum płyty, wciąż i wciąż miażdżące.
To nie jest łatwa muza. Ani w recenzowaniu, o czym uprzedzałem na górze, ani w odbiorze. Sowing The Seeds Of A Worthless Tomorrow potrafi całkiem mocno zaboleć. Nie polecałbym tej płyty zbyt wrażliwym. Nie mówiąc już o początkujących, oni niech lepiej kupią sobie urocze balladki, które to Anthrax ostatnio w świat puścił. Polecam natomiast każdemu szukającemu nowych wrażeń. I może też materiału do przemyśleń. Tylko radzę od razu przygotować sobie detoks. Wake jest jak amfa: zapewni Ci ekstremalną, ostrą, mocną i brutalną jazdę bez trzymanki. A potem wyrzuci Cię do pierwszego, lepszego rowu, gdzie będziesz konał i rzygał światem.
Ocena: 9/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2016, EveryDayHate, grindcore, hardcore, kapitan bajeczny, recenzja, Sowing the Seeds of a Worthless Tomorrow, Wake.






