Lubelski Wostok atakuje po raz trzeci. Na upartego można by uznać Owczy pęd za nieco obszerniejszą EP-kę, ale to jak najbardziej pełnowymiarowy album. Mało tego, 22 minuty grania to dość, by pokazać się z jak najlepszej strony, i nie chciałbym więcej przy tej intensywności. Zespół skręca w stronę jeszcze większego szaleństwa. O ile poprzednie wydawnictwo miało fragmenty brzmiące jednak dość klasycznie w szeroko rozumianej stylistyce crossover, to na najnowszym dziele żadne konwenanse nie obowiązują. Nawet jeśli i uprzednio kapela mocno stroniła od jakichkolwiek komercyjnych ukłonów, to teraz dzikość stawia ponad wszystko.
Są tu i fragmenty nawiązujące choćby do sceny NYHC, ale i mocno thrashowe, brudne, szybkie riffy, czasem podchodzące pod blasty – czasem bywa o krok od brudnego death metalu czy grindu. Brzmi to odświeżająco dla stylu grupy, choć przecież zespół sięga inspiracjami jeszcze głębiej w czasie. Paradoksalnie, przy szerszym wachlarzu nawiązań, materiał brzmi bardzo spójnie. Na pewno pomogła tu jakaś wizja producencka i realizatorska. Bo to jednocześnie zardzewiała, ubłocona, ale i dobrze naoliwiona machina riffów.
Rzadko Wostok zwalnia, ale jeśli już, to dosadnie, by dać chwilę potrzebnego wytchnienia przed kolejną falą uderzenia. Czasem tylko lublinianie pozwalają sobie na jakiś nieoczywisty wtręt, jak lekko „jazzujące” zagrywki gitar w Obojętności. Cała płyta to raczej seria szybkich-prostych i skuteczne punktowanie przeciwnika przy linach. Tym zaś jest świat korporacji, odhumanizowanej rzeczywistości, medialnej zawieruchy. Można oczywiście dyskutować, czy w agresywnym, krzykliwym wokalu Gieny (jak najbardziej pasującym do obranej konwencji) nie gubi się jednak ważny przekaz, ale zdania w tym temacie mogą być podzielone. Mnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie.
Intensywne to granie, także nie dla każdego. Dwadzieścia minut z groszem zleci Wam jak z bicza strzelił. I dobrze, że tylko tyle, bo nie ma fragmentu do wyrzucenia. Jest ciągły atak z nielicznymi momentami taktycznego czekania. Rzecz skrojona do moshpitu. Na pewno Owczy pęd doda energii każdemu, kto takie dźwięki ceni i lubi. Podejrzewam, że na koncertach będzie gorąco.
ocena: 7,5/10
Oficjalna strona na Facebooku
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025

