Zdrada Iskariota – „Upadły tryumfator” (2024)

Właściwie wszystko w propozycji Zdrady Iskariota jest przewidywalne i stereotypowe – wystarczy spojrzeć na grafikę na okładce, logo, liternictwo, tytuły utworów, ksywy muzyków i sceniczny wizerunek, w końcu samą muzykę i liryki. Chyba więcej klisz nie dało się tu upchać. Czy mi to przeszkadza? Mogłoby, ale w tym konkretnym przypadku – nie. Słuchając Upadłego tryumfatora bawię się znakomicie, idąc pod rękę z duchem minionych czasów. Dzwoni ta zjawa łańcuchem aż miło, szczerzy się, grozi i baja o czartach oraz demonach. Gęsto tu od riffów, smoliście, ale i mistycznie – jak to drzewiej bywało. A skoro w polskim black metalu przedziwne eksperymenty (poważne i zdecydowanie humorystyczne) stały się jednym z nurtów wiodących, to i powrót do klasyki może działać kojąco.

Ze zgliszczy pamiętnych lat 90. Zdrada Iskariota buduje świątynię pełną mrocznych wykuszy. Kto podobnych retrospekcji nie lubi i uważa, że mistrzowie powiedzieli już przed dekadami bardziej wprost (i serio) to, co istotne, ten może utyskiwać. Rozumiem tego typu głosy. Trzeba jednak przyznać muzykom, że ze znanych, a nawet wydawałoby się zgranych elementów, budują coś kuszącego. Jasne, to w dużej mierze jedynie rekonstrukcyjny suplement, ale jak prawił klasyk: lubimy te piosenki, które już znamy. A że trudno na Upadłym tryumfatorze znaleźć elementy nowatorskie, czujemy się bezpiecznie w uściskach tego black metalu – co ponownie jest wadą i zaletą jednocześnie, w zależności od naszego podejścia.

Zaczyna się oczywiście od dungeon synthowego intra – bo jakżeby inaczej! Chłoszczące tremola, momenty bardziej dostojne, podszyte teatralną grozą lub podane z piwnicznym zacięciem, przenikają się tutaj zgrabnie. Od zgrzebnych formuł, po bardziej majestatyczne fragmenty z plamami klawiszy w tle – udaje się wykrzesać z tych elementów pewien klimat. A czy bliższy on jasełkowemu theatrum, czy jakimś poważnym deklaracjom? W tekstach nie znajdziemy filozoficznego zacięcia ani naprawdę obrazoburczych momentów. Tak bezpieczniej? Być może, ale te misteryjne, diabelskie harce pasują do całości. Jak pisałem, mnie tu nic nie przeszkadza i nie uwiera, zatem wchodzę w pewną konwencję w ciemno.

Ach, do boru pójść, wykrzywić buziuchnę w corpse painting zdobną, zawyć do księżyca, posrożyć się w zardzewiałej kolczudze, gdy wicher wyje! Taka to nostalgiczna podróż. EP Upadły tryumfator to zaledwie 22 minut, ale Zdrada Iskariota dobrze wykorzystuje ten czas, sięgając do starej księgi sprawdzonych przepisów świadomie. To premiera, której przegapić nie można, nawet gdyby w metalowym środowisku miały być o nią spory lub przepychanki.

Ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Zdrada Iskariota na Bandcamp
Virulent Records na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .