Site icon KVLT

Stormhunter – „Strangle With Care” (2022)

stormhunter

Niemiecki power metal – w zasadzie na tym moglibyśmy zakończyć, ale nie, pomęczmy się dalej, cóż można robić innego w ten piękny, wiosenny wieczór?

Nie no, dobra, odpuśćmy sobie już sarkazm, bo nie do końca jest tu potrzebny. Strangle With Care to zeszłoroczna epka niewielkiego niemieckiego zespoliku, złożonego z gości w średnim wieku wnioskuję po zdjęciach – wiecie, przerzedzone włosy, sprane koszulki z wilkiem wyjącym do księżyca, tego typu sprawy. Do tego kiepska oprawa graficzna, nazwa z generatora (na Spotify pośród polecanych zespołów podobnych do Stormhunter wyświetlają się jeszcze takie nazwy jak m.in. Dragonhammer, Lonewolf, Stormhammer, Dreamborn, Shadowquest, więc sami widzicie, do jakiego lore zawitaliśmy). Stormhunter mają zatem wszystko, żeby móc na dzień dobry stwierdzić, że jest to niemiecki power metal do piwa i kiełbasy z katalogu takich samych niemieckich power metali do piwa i kiełbasy. Problem w tym, że Strangle With Care jest… słuchalna?

Sam jestem trochę zdziwiony. Wiadomo, niemiecki power metal ma swoje perełki i dał metalowi bardzo dużo, ale w 2023 roku kategoria „niemiecki power metal”, która nie dotyczy tuzów gatunku, raczej nie kojarzy się dobrze. No i owszem, Strangle With Care z jednej strony wpisuje się w tę niezbyt pochlebną definicję przeciętnego metalu, który zatrzymał się w latach 80 i pokryła go w międzyczasie naprawdę gruba warstwa sera, ale jednocześnie jakimś cudem unika cringe’u. Jeśli obrać ten album z całej otoczki, posłuchać go tak na serio, to wyjdzie, że mamy tu całkiem porządny heavy metal. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma tu udawania, że się jest drugim Iron Maiden albo Accept. Jest za to parę fajnych riffów i solówek, parę fajnie rozwiązanych melodii i klasycznych perkusyjnych galopów. Słowem: kilka klasycznie heavy metalowych piosenek dla fanów gatunku. Nie ma tutaj też zbędnego prężenia muskułów, które zawsze jest śmieszne.

Pięć numerów na Strangle With Care dostało satysfakcjonujące brzmienie, które samo w sobie jest już dużym plusikiem. Mind Odyssey bardzo fajnie buja melodyjnym motywem przewodnim i triumfalną partią wokalną i klasycznym refrenem do wspólnego wycia do księżyca. W Headbanger’s Ball bardzo efektownie wypada otwierający melodyjny riff rodem niemalże ze Szwecji i po raz kolejny partie wokalne, do których chce się dołączyć. Mniej cenię sobie Paralyzed, ale znów nie mogę nie docenić, jak przemyślany i efektywny jest to numer. Na epce mamy jeszcze dość przeciętny Remnants of Society, który chyba najbardziej z całego zestawu próbuje udawać coś, czym nie jest i przynosi największą porcję kiełbasy z grilla, ale też nie taką, żeby wytykać go palcami. Całość zamyka Balles Masquees, chyba najsłabszy w zestawieniu, najbardziej nawiązujący do zgranych do bólu wzorców, najgorzej zaśpiewany i nie mający w sobie nic pociągającego.

Choć wbrew przysłowiu im dalej w las tym mniej na Strangle With Care grzybów, to cała epka broni się i to bez problemu. Nie jest to muzyka, dla której recenzenci z całego świata stracą głowę, nie spodziewajcie się zobaczyć nazwy Stormhunter wielkimi literami na posterach festiwalowych w przyszłym sezonie, ale zapewniam, że fanom klasycznego heavy metalu ten materiał może się spodobać. Ma swój charakter, jest porządnie zrobiony, posypany szczyptą talentu i pomysłowości. Wystarczy, żeby nie narobić sobie wstydu i iść wyprostowanym pośród tych, co na kolanach.

6,5/10

Stormhunter na Facebooku

Sprawdź też: Holy Death, Icestorm, Invocator, Alcoholica, Wolf Spider

Exit mobile version