UKĆ – „Coming Out” (2023)

Z czym ja się tu w ogóle borykam? Jak to ugryźć, od czego tu zacząć? Nie wiem jak to poukładać, więc z góry upraszam o wybaczenie za to, że poniższy wywód może być nieskładny. Ale jest tu trochę wątków, które trzeba połatać, a z tym mam problem.

Okej, zacznijmy od tego, z czym w ogóle mamy do czynienia. UKĆ to jednoosobowy projekt Łukasza „Icanraza” Sarnackiego, znanego w polskim metalu jako perkusista, który grał w tych zespołach, w których nie grali Daray i Pawulon, a czasami i w tych, w których grali również. Innymi słowy Icanraz kontynuuje dobrą, świecką tradycję bycia perkusistą rozchwytywanym. W swoim muzycznym Curriculum Vitae ma między innymi takie firmy jak Abused Majesty, Christ Agony, Corruption, Voidfire, Devilish Impressions, Hermh, Darzamat, Zorormr czy Naumachia, czyli dałoby się obdzielić tym kilku chłopa, a to i tak nie wszystko przecież. Jeśli sama postać Łukasza jest ci czytelniku nieznana, to po liście projektów, w które był zaangażowany, możesz wnioskować, że facet raczej zna się na swojej robocie.

Coś jednak Icanraza od grupy kolegów po fachu różni – będąc zaangażowanym w dziesiątki projektów postanowił też powołać do życia kolejny, być może po to, żeby zaspokoić „kompleks perkusisty”, a być może po prostu sprawdzić siebie w roli steru, żagla i okrętu. Tak powstał UKĆ, projekt o nazwie będącej absolutnie nierynkową.

W UKĆ Łukasz wszystko robi sam. Cyfrowa wersja albumu Coming Out, którą mi dostarczono, opatrzona jest dopiskiem „PL version”, co sugeruje, że będzie też jakaś „nie-PL version”. Na mojej „PL version” znalazło się sześć numerów w języku polskim wraz z kilkoma podstawowymi informacjami, z których wiem, że Icanraz wszystko napisał i na wszystkim zagrał sam, miksem i masteringiem zajął się natomiast Piotr Polak, a całość ma oficjalnie ukazać się 17 kwietnia.

Tyle wprowadzenia. Moje pierwsze myśli, za każdym razem kiedy odpalam Coming Out w tej wersji i rozpoczyna się Królu Dnia… to „jak dużo tu rzeczy, które będą mnie wkurzać”. Na dzień dobry dostaję bardzo dziwny mastering, który w zasadzie odciąga moją uwagę od muzyki. Nie wiem, czy wersja finalna również będzie tak brzmieć, składam to raczej na karb przedpremierowego odsłuchu, być może jeszcze w nie do końca wyrównanej wersji, więc nie będę się na ten temat rozwodził. Ale wraz z tym w otwierającym album numerze Królu Dnia… przychodzi melodeklamacja zamiast rasowych blackowych wokali i już wiem, że to będzie problem.

I wiecie co? Nie jest. Nie wiem czemu, nie potrafię tego sobie wyjaśnić, ale po chwili wszystko nabiera sensu. Nie dość, że nie przeszkadza mi brzmienie, nie dość, że nie przeszkadzają mi te deklamacje, to nawet zaczynam sądzić, że bez nich ten album popadałby w przeciętność. A tak nie jest. Coming Out to nie jest wasz black metal dnia powszedniego. Icanraz udowadnia jak wielką wyobraźnią muzyczną się posługuje i jak bardzo gardzi ramami. Jego album pełen jest nieoczywistych rozwiązań – od tych post-metalowych krzyków, przez czyste, melodyjne wokale i wokalizy, do rozwiązań melodycznych i aranżacyjnych. Wszystko to tworzy album rozedrgany, bijący frustracją i rezygnacją. Mój odsłuch oznaczony jest m.in. tagami „emotional black metal” i „atmospheric black metal” i są to określenia, które pasują jak ulał. Ostatni raz taki ciężar emocjonalny w polskim black metalu znajdowałem chyba w Esperalem tkane Odrazy, aczkolwiek nie szukajcie między tymi dwoma albumami podobieństw muzycznych. UKĆ proponuje nam zupełnie innego rodzaju ochłap, zupełnie inny koloryt, nie wspominając już o samej muzyce, swoje emocje kieruje do zewnątrz. Nie jest to kolejna przeintelektualizowana płyta ludzi, którzy pozują na bycie kimś więcej niż są. Nie, to album naturalny.

Ale wciąż Coming Out jest albumem ciężkim pod każdym względem. Mamy tu grube warstwy zwalistych gitar pełniących raczej funkcję filarów, wokół których kręci się reszta instrumentów. Łukasz kombinuje i znajduje rozwiązania, które mają znaczenie i są nie tylko budulcem, ale i nośnikiem treści. Dzięki temu przez poszczególne momenty tego albumu prowadzi nas chwilę coś innego – czasami, jak w W Przepaść to rozbudowana, popisowa jak na świetnego perkusistę przystało partia bębnów, czasami groove pod rękę z tymi sfrustrowanymi krzykami (Uchodząc), a czasami splątane melodie uciekające w inne skale i indiańskie zaśpiewy (Głuche Oczy).

Wszystko to sprawia, że Coming Out będzie trudnym kąskiem dla polskiego metalucha. Za dużo tu emocjonalnego striptizu, żeby prosty człowiek łyknął to bez popitki. Trzeba tu otwartych głów i otwartych rąk. Nie łatwo jest skleić tak dobry album, na dodatek korzystając z elementów, które w każdym innym anturażu byłyby wkurwiające. A jednak Icanrazowi, pomimo moich obaw, udało się to i muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem, bo obstawiałem, że będzie to raczej granie bezpieczne, zrobione tylko po to, żeby zdyskontować jakąś tam sceniczną pozycję. Sypię głowę popiołem. UKĆ podszedł do sprawy jak przystało na Artystę, odrzucając konwenanse i najprostsze ścieżki, wiele ryzykując. W moich oczach Icanraz dokonał dzięki temu albumowi prawdziwego coming outu, pokazując, jakim twórcą jest naprawdę. To już nie jest porządny perkusista-wyrobnik, którego można ściągnąć do kapeli. UKĆ to już ktoś lub coś więcej.

 

Ku własnemu zaskoczeniu: 10/10

Sprawdź też: Dargor, Three Eyes of the Void, Zorormr, Voidfire, Piołun

nmtr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , .