Vaget – „Duch Gór” (2020)

Szukając informacji o projekcie Vaget, można się natknąć na opisy o gatunkowym połączeniu muzyki folkowej w przeróżnych odsłonach (dark folku, neofolku oraz elektrofolku) dźwięków szamańskich i etnicznych. Ponadto wśród swoich inspiracji zespół wymienia kulturę zarówno słowiańską, jak i nordycką, połączone pogańskim klimatem.
Ufff, trochę tego jest! Ciekawiło mnie, czy Vaget określa swoją muzykę w przesadnie podniosły sposób, czy też rzeczywiście wydawnictwo ma tyle odcieni. W zasadzie już po pierwszym odsłuchu z powodzeniem można wysnuć wniosek, że coś jest na rzeczy, ta muzyka nie stanowi jedynie zlepku kilku dark folkowych melodii podszytych elektroniką. Efektu „wow” na razie brakuje, ale póki co mówimy o ich pierwszym, pełnym wydawnictwie.

Inspiracje kulturą pogańską, czyli między innymi słowiańską i nordycką, dla niektórych będą stanowić niewątpliwy atut twórczości Vaget. Jakkolwiek by na to nie patrzeć (czy raczej jakkolwiek by tego nie słuchać), melodie przywodzą również na myśl wikińskie, żeby nie powiedzieć „wardrunowe” klimaty – co dla innych słuchaczy może wydawać się brakiem oryginalności. Nie jest wszak niczym zaskakującym, że słynna Wardruna ma wielu naśladowców.
Nordyckie wtrącenia można wyłapać między innymi na tytułowej ścieżce albumu, gdzie wybijany na bębnach, wyrazisty rytm mógłby bez przeszkód zagościć na albumie skoncentrowanym wokół tradycyjnej muzyki z Północy. Podobnego brzmienia dosłuchamy się w utworze Ashes and Dust, w którym zostaje zbudowany mistyczny, niemal szamański klimat.

Mamy też drugą, słowiańską odsłonę tej muzyki, która jak dla mnie wypada znacznie lepiej, i której niestety znajdziemy na albumie mniej. W zasadzie zaznacza się mocniej dopiero wraz z utworem Sudéta, na którym czyste, „unowocześnione” wykonanie całkiem dobrze się broni w połączeniu z dopełniającymi całości syntezatorami. Chociaż to zestawienie może razić zwolenników tradycyjnego brzmienia, wpisuje się w konwencję albumu, na którym folk zestawiono z elektroniką.

Najlepsze jest jednak pozostawione na koniec. Finałowa ścieżka Wrath łączy w sobie bowiem nie tylko damskie wokale – czy raczej hipnotyzujące inkantacje – ale również wybrzmiewające donośnym echem niskie, głębokie chóry. Wszystko jest utrzymane w folkowym, słowiańskim klimacie i wyważone jak trzeba.
Utwór stopniowo przyspiesza, budując napięcie i niestety wkrótce po tym dobiega końca, choć mógłby się okazać lepszy i mocno, konkretnie zakończyć album. Pytanie tylko, czy u Vaget świadomie podjęto decyzję o podobnym „cliffhangerze”, czy mówiąc najprościej – zabrakło już pomysłów na końcowy materiał zebrany na wydawnictwie.

Duch Gór to klimatyczny album, którego kontynuacja mam nadzieję okaże się mimo wszystko lepsza. Vaget ma szanse na wyrobienie swojego unikalnego stylu, zwłaszcza jeśli zdecyduje się podążać własną ścieżką i niekoniecznie trzymać się licznych nordyckich inspiracji.
Można już przecież przebierać wśród ilości projektów bazujących na skandynawskim folku, łączonych czy to z elektroniką, czy to z wtrąceniami z innych kultur, a przecież możliwości jest znacznie więcej.

Ocena: 6,5/10

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .